Blondynka przyjaźń rozum lojalność

Polecany

Spotkałem raz blondynkę –

Mało, że śliczna była –

To – niejedna – brunetka -

Rozumu jej zazdrościła,

Nic nas nie łączyło,

Poza szczerą sympatią

I wspólnym interesem,

Mieliśmy swoje zasady –

Nie mieszać sympatii z biznesem,

Byliśmy oboje zajęci

Swoimi partnerami,

Zadowoleni z życia,

Z przyjaźni między nami –

I tak to pozostało –

Lojalność – a tak cię mało.

Ach! Panie sędzio kochany, sprawiedliwość, chuligaństwo, Temida, kpina

Elegia do sędziego I

Oj, Panie sędzio kochany!
Bandzior mnie znowu zaczepia,
A Pan jest tak liberalny,
Nie chciał ukarać huncwota,
Miał Pan czarno na białym
Video z monitoringu,
Z którym się Pan nie zapoznał,
Nie obejrzał dowodu,
Choć bandzior kłamał i łgał,
Wulgarnych słów używał,
A Pan to wszystko słyszał,
Jak na tureckim kazaniu,
A może na szpilkach siedział?
Naciski, Panie sędzio?
A może solidarność?
Obrońca-prokurator,
Z tej samej prokuratury?
A Pan skąd? Co Pan na to?
Myśliwy jeden i drugi?
Bandzior ma może zasługi?
A? Z milicyjnej braci?
I tam się swołocz trafiała,
Znam się na geografii,
Tłumaczyć chyba nie muszę?
Wszak jest Pan wykształcony,
I co? I nie wstyd Panu?
Ja czuję się pohańbiony,
Pan zamiótł wszystko pod dywan,
Mijając sprawiedliwość,
„Dzień dobry” jej Pan powiedział?
Choćby przez delikatność?
Może przez zwykłą grzeczność?
Pewnie się zapłoniła?
Ze wstydu nie wiedziała,
Gdzie ma podziać oczęta,
A? Oczy zasłoniła?

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego II

Oj, Panie sędzio kochany!
Wracając do bogini,
Na drugie jej Temida
I dzięki takim, jak Pan,
Niestety, bywa ślepa,
Rozmawiałem z boginią
Tak zwanej sprawiedliwości,
Na chwilę opaskę zdjęła,
Smutnie się uśmiechnęła,
Przyjrzała się ósemce,
Pewnie zna Pan ten Wydział
W Pałacu Sprawiedliwości
Ulicy Ogrodowej?
Za głowę się chwyciła;
Bandziorów tam hołubią,
Recydywistów tłumaczą,
W ogóle wyrozumiali
Dla byle jakiej swołoczy,
Sprawiedliwość szargają
Po wszystkich Sądu kątach
Czy jakoś to tłumaczą?
Ofiarę poniżając?
Czy paragrafu szukając?
Wierzą oskarżonemu,
Choćby mieli dowody
Nagrane na video,
Że oskarżony kłamie,
Jak gdyby czytał z nut,
Oszukuje, mataczy,
A Sąd, jak naiwne dziecię,
Wierzy takiej swołoczy
W gołosłowne kalumnie,
Paragrafów więc szuka
Tak, jak spragniony cienia,
By uzasadnić niechęć
Do rzetelnego sądzenia,
Temida się załamała,
Ze wstydu w pąsach stanęła,
Kto ich nauczał prawa?
To chyba jakaś fuszerka?
Na pewno nie na studiach
U profesora Bardacha
Omijanych z daleka,
Przez miernego studenta,
Sędziemu zrobiło się głupio,
Obraził wszak swoją szefową,
Śliczną, grecką boginię,
A wystarczyło niewiele,
Lecz nie chciał ruszyć głową,
Ważniejszy kumpel z palestry,
Jak mu tam było na imię?
Niźli poważna Temida,
A może by tak na kursik?
Odświeżyć przyda się wiedzę,
Nie popadnie w rutynę,
Pewnie na polowanko
Udali się we trójkę,
Sędzia, obrońca i bandzior,
A który wziął dwururkę?
W.P.A. się przyjrzało
(Wydział postępowania Administracyjnego Stołecznej Policji)
Bandziora działalności
Broń bandziorowi zabrali
I poszli po całości;
Dowody rzetelnie przejrzeli,
Te, które Sąd odrzucił,
Czy więcej czasu mieli?
Nawet na Komisariat
Zapytanie posłali,
Czego Sąd zaniechał,
Dzielnicowy odpisał,
Jak liczne były skargi
Na działalność bandziora,
Kogo bił, zastraszał,
Którego sąsiada gnębił,
Od rana do wieczora?
Kogo terroryzował?
Jak często nadużywał?
Rzetelnie wykonał robotę,
Temida się uśmiechnęła,
Co prawda, tylko półgębkiem,
Wszak to bogini poważna,
Śmiać jej się nie wypada,
Nie bardzo widać wierzyła
W działalność swoich wasali,
Ciekawe, czy miała rację?
Niedługo się przekonamy…

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego III

Oj, panie sędzio kochany!
Powagę Twą szanuję,
Takie dziwne pytanie
Na usta mi się ciśnie;
Postąpił Pan liberalnie,
Pogroził palcem bandycie,
Jest Pan osobą służbową,
Więc pod specjalną ochroną,
A gdyby dostał Pan w buzię,
Powiedzmy od bandyty?
Czy byłby Pan równie łagodny,
Czy też ostry, jak brzytew?
I co, też Pan uwierzy,
Że skarcił po ojcowsku,
Omalże pieszczotliwie?
Bo się Pan nie przewrócił
I krew się nie polała?
Wycenił Pan uderzenie
W moje niegodne lico,
Akurat osoby społecznej,
Na złotych sto i co nieco,
Nieskromne mam pytanie;
Skąd Pan wziął taki cennik?
Sto złotych z małym okładem?
A honor, a przyzwoitość?
Zostały poszargane,
Nisko mnie Pan wycenił,
Lekceważąc mą godność,
Znów mam nieskromne pytanie;
Jeśli ktoś Pana uderzy,
Czy wyrok równie łagodny,
Umorzenie w zawiasach,
Usłyszy bandzior niegodny?
Jeśli tak, to się cieszę,
Lubię dobrą zabawę,
Warunkowo się piszę,
Sto złotych na pewno znajdę,
Choć to nie w moim stylu
Nawet, gdy ulgę dostanę,
Mimo pańskich starań,
Bandziorem nie zostanę,
Wolę smagać wierszami,
Rozumiem, że zmieni Pan zdanie,
Boć to obraza Sądu
I to w majestacie
Niezawisłości, rozsądku,
Może sprawiedliwości?
Lecz chyba dla motłochu?
Ośmieszył Pan instytucję,
W którą dotąd wierzyłem,
I co mi pozostało?
Opisać wszystko wierszem,
Co niniejszym zrobiłem,
Pozostając z szacunkiem.

Jakub Ładosz

PS

I jeszcze proszę o radę,
Panie sędzio kochany,
Co mam powiedzieć synowi?
Że zarobiłem w mordę?
I to kilkakrotnie,
A Sąd umorzył sprawę?
Syn ma piętnaście lat
I całe życie przed sobą,
Staram się uczyć przykładem,
Tłumaczę, jak należy,
Przestępstwo kończy się karą…
Pan sędzia wytłumaczy,
Pouczy społeczeństwo,
Jak to się kończy w praktyce?
Czy zabraknie odwagi?
Mała szkodliwość społeczna,
Bandziory się ucieszyły,
Już zacierają ręce,
Zawsze mieli nadzieję;
Temida nierychliwa,
Ale summa summarum
Zawsze sprawiedliwa,
Chyba za Pana się wstydzę,
Obrócił Pan wszystko na nice…

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego IV

Oj, Panie sędzio kochany!
Masz Pan ciekawą pracę,
Zmienną, jak kameleon,
Poza tym masz Pan władzę,
Dlaczego jej nie szanujesz?
Robisz z pracy kabaret,
Wodewil, może burleskę?
Jak moherowy beret,
Grywasz w nim główną rolę,
Od Ciebie przecież zależy,
Osiągnięcie sławy,
Niezłomnego rycerza
Starogreckiej Temidy,
Wiem, piszę na Berdyczów,
Ze Słowackiego ukłonem,
Poza tym, między wierszami,
Naprawdę śliczną mam żonę,
Ma kobietka wyczucie,
Poczucie sprawiedliwości,
Której Panu zabrakło
W imię solidarności,
I ja, i Pan to wiemy,
O czym tutaj mowa,
Na tym się chyba zakończy
Nasza dzisiejsza rozmowa.

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego V

Oj, Panie sędzio kochany!
Poeta Ci niewygodny,
Poetów Pan nie lubisz,
Nawet pewnie się chlubisz,
Że specjalnie ich gnębisz,
Mickiewicz Ci nieznany,
Gałczyński niewygodny,
Piętnował zarozumialstwo
Z jedynie słuszną partią,
Pisał o dorożkarzach
Bujających w obłokach
Nieraz specjalną broszką
Zauroczył takiego
Razem z dryndą-dorożką,
Co to za poezja?
Tam adagio, allegro,
Maestoso, andante,
Żadnego paragrafu,
Złego szeląga nie warte,
A taki Bach, czy Mozart?
Nie wyjdą z żadną flintą,
Na ambonie nie staną,
Na rogu nie zagrają,
O Chopinie nie wspomnę,
Rzępolą tylko w kółko,
Miast rogacza ustrzelić,
Albo na przykład dzika,
Z muzyki i poezji
Naprawdę nic nie wynika,
Nie dziwi się Pan bandziorom,
Że takich nieudaczników,
Na ofiary wybiorą,
Zastraszą, potarmoszą,
Skarcą po ojcowsku,
Jak nie, to pięścią dowalą,
Mało jedną, to dwiema,
A potem przed Panem łgają,
Wulgaryzmami rzucając,
A Panu nie drgnie powieka,
Rutyna bywa zgubna,
Niejaki Niemen śpiewał,
Że „Dziwny jest ten Świat”,
Pewnie Pan zna Niemena?
Muzyce się poświęcił,
Bandziorów skutecznie unikał,
A Pan z nimi za pan brat.

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego VI

Oj, Panie sędzio kochany!
Wyrzucam sobie czasami,
Że przez te swoje gryzmoły,
Przykrości Panu robię,
Czepiam się, jak pijany
Do suwerennych decyzji,
Chroniących skutecznie bandziorów,
Rozumiem, nie można ich krzywdzić,
Bo bandzior pokrzywdzony
Jest, jak dziecię w malignie,
Nikt tego nie przewidzi,
Może zachować się dziwnie,
Może nie wrócić do żony,
Może się targnąć na życie,
Nie swoje, broń Cię Boże,
Wystrzelać może sąsiadów,
Na broń ma pozwolenie,
Lub zamordować skrycie,
Skrzywdzi niewinną duszę,
Sędziowskie obciąży sumienie,
Zastanowić się muszę,
Czy nie ma Pan racji?
Lepiej skrzywdzić ofiarę,
To koszty demokracji,
Ona i tak skrzywdzona,
Już się z tym pogodziła,
Prawie ją Pan przekonał,
Że apelacja bez sensu,
Przecież pańscy koledzy,
Krzywdy Panu nie zrobią,
Paragrafy wyciągną
Z odpowiedniego koszyka,
Dopasują, przykroją,
Odrzucą, no i kwita,
Nie po to studiowali
U profesora Bardacha,
Posadek się dochrapali,
By im podskoczył laik,
Do tego bez paragrafu,
Bez odpowiedniej togi,
I jeszcze bez adwokata,
Bezczelny, Boże drogi!
Temida się pod wąsem,
A ma wąsik uroczy,
Uśmiecha, z lekkim przekąsem,
Widząc z daleka laika,
Wam laik nie podskoczy,
Bo Wyście wszak elita,
Kto na tym wyjdzie najlepiej?
Wiadomo, że bandyta,
A ja z uporem maniaka
Szukam sprawiedliwości,
Ostatnio ją widziano,
Szła do Temidy w gości,
Musi co była pijana,
No, może lekko zawiana,
Nektaru się opiła,
A przecie niezwyczajna,
Leciutko się wstawiła,
Wyroki ferowała
Co najmniej zaskakujące
I dobrze się bawiła,
Jak młode koźlę na łące,
Tego uniewinniła,
Bo przecież we własnej obronie
Wbił chłopakowi w plecy
Długi nóż czterokrotnie,
Bandzior uderzył człowieka,
Po czym łgał, jak najęty,
Że został sprowokowany,
A był po prostu pijany,
No, może tylko miał kaca,
Sprawiedliwość popiera
Każdego miłego pijaka,
A jeśli jeszcze poluje
I z Artemidą trzyma,
Sprawiedliwość bastuje,
Co? Ma z boginią zaczynać?
Niesnaski na Olimpie?
Zeus tylko się wkurzy,
Porozstawia po kątach,
Potem parę tygodni
Będziemy szukać burzy,
Albo słonecznej pogody,
W tych nerwach zgubi Egidę,
Albo piorun gdzieś wtryni,
Mam prośbę, Gromowładny,
Tylko nam nie przysyłaj
Do Polski nowej Eryni,
Pierzemy własne brudy,
U nas sami swoi.

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego VII

Oj, Panie sędzio kochany!
Pomagał Pan obrońcy,
Młodemu adwokatowi,
Sformułować wnioski,
No, jest nikła nadzieja,
Że kiedyś się wyrobi,
Ale czy to się godzi?
Prawnicy są zaskoczeni,
Mnie Pan nie instruował,
Choć kodeks tak stanowi,
Nie wpadł Pan na głupi pomysł,
By pomóc laikowi,
Przyjął za dobrą monetę
Oskarżonego matactwa,
Choć kłamał bez litości,
Pan powziął wątpliwości,
Wszystkie mógł je Pan rozwiać,
Wystarczyło niewiele;
Z dowodem się zapoznać,
Lecz szkoda było czasu,
Zasięgnąć opinii Policji,
Tym razem szkoda atłasu,
A po co? Łatwiej wątpić
W intencje oczywiste
Matactw i krętactw bandziora,
W błogim spokoju wysłuchać,
Rozumiem Pana niechęć;
Stanąłem bez adwokata
Naprzeciw prokuratora,
Że mnie Pan nie ukarał…
Bezczelność z mojej strony
Naprawdę była spora!
Sam się sobie dziwię,
Że miałem taką śmiałość,
Tak, szczerze powiedziawszy,
Mam ciekawsze tematy,
Chętnie się nimi podzielę,
Już lepiej o Paryżu,
Londynie, Amsterdamie,
Pekinie, Wiedniu, Monachium,
Bernie, Pradze, Wietnamie.
Może być o Bangkoku,
New Delhi, albo Nepalu,
Pogadam z Panem na przerwie,
O Lwowie bym zapomniał,
Kocham się w tym mieście
Od wielu, wielu lat,
Znam je, jak własną kieszeń,
Zamarstynów, Łyczaków
I piękny Stryjski Park,
Ten z gruszkami na wierzbie,
Nie wiedział Pan? To fakt!
Zobaczyć jeszcze raz
Najpiękniejszą Operę,
Ociekającą polskością,
Spędzić tam choćby niedzielę,
Przesympatyczne marzenie,
Nie nudzę się, Panie sędzio,
Bandziory mnie nie nęcą,
Trzymam się od nich z daleka,
Niestety, życie jest życiem,
Czasami wejdą w drogę
I wtedy żadną miarą
Ominąć ich nie mogę,
Tematów znacznie ciekawszych
Mam dużo do wyboru,
Możemy o filmach pogadać,
Sporo ich nakręciłem
Przez te dwadzieścia lat,
Praktycznie wszędzie, gdzie byłem;
Petersburg, Izrael, Hiszpania,
Gibraltar, Portugalia,
Wszystko to mam na kadrach,
I wiele pięknych miast,
Nie zapomniałem o Alpach,
Himalajach i Tatrach,
A taka, na przykład, Szwajcaria?
O Polsce nie wspominając,
Doskonale ją znam,
Od Bałtyku do Tatr,
Roztocze, Bieszczady, Mazury,
Pomorze, Jura, Sudety,
Dziesiątki ciekawych miast,
Kraków, Zamość i Gdańsk,
Najukochańszy mój kraj.

Autor: Jakub Ładosz

Pbc 1471h Elegia do sędziego VIII

Oj, Panie sędzio kochany!
Kłamstwem się brzydzę od dziecka,
Nie lubię wulgaryzmów,
Po prostu ich nie używam,
Może się dogadamy?
Wolę się uczyć języków,
(Znam chyba kilkanaście),
Niż z chamstwem się zadawać,
Zbyt cenię własny czas,
By po Sądach się szlajać,
Wolę już wiersz napisać,
Honor mi nie pozwala
Bandziorowi odpuścić
Był występek? Gdzie kara?
Żalu do niego nie mam,
No, może trochę obawy,
Co mu przyjdzie do głowy,
Gdy będzie nawalony,
Może użyje broni?
Jam obywatel spokojny,
Liczę na grecką Temidę,
Choć człowiek bywa omylny.
Stąd pochwalam „zawiasy”,
Które Pan zastosował,
Rozumiem Pański dyskomfort;
Laik oskarżycielem,
Tego jeszcze nie było,
Mało, że ma dowody,
To jeszcze świadka przywiało,
Wszak kumpel-prokurator
Niemałe pieniążki zarobił,
Miał tylko jedno zadanie;
Nieważne w jaki sposób,
Byle bandziora wybronił,
Opinię ma przyzwoitą,
Więc podstawił substytut,
Nie chciał swych rąk pokalać,
Ani w błocie się babrać,
Ciekawe, czy wcześniej uzgodnił
Na ile można skazać
Milicyjnego bandziora?
Bo sprawę sobie zdawał;
Że wybronić nie zdoła,
Bandzior przed Sądem się przyznał,
Co prawda, nie wiem do czego?
Może mi Pan wyjaśni?
Poklepał, nie przeprosił?
Żałował, że dał się nagrać?
Wpakował pod monitoring?
A bił z furią pięściami,
Nie byle gdzie, po twarzy,
Niejeden sędzia na pewno
O takim dowodzie marzy,
A Panu się światełko
Nawet nie zapaliło,
Gdy oskarżony kłamał
Jakby z nut, że aż miło,
Co mnie najbardziej urzeka?
Będzie Pan zaskoczony,
Że temat jest, jak rzeka,
Jak życie – rozwojowy,
W młodości pewnie Pan czytał
Felietony Wiecha?
A sprawa jest śmierdząca,
Nie z bliska, a z daleka…

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego IX

Oj, Panie sędzio kochany!
Pan nawet się nie starał,
By zaspokoić Temidę,
Dlatego, że nosi opaskę?
Czasami ją zdejmuje,
Zalotnie spod oka spogląda,
Troszeczkę się kryguje,
Jak to śliczna kobieta,
Zgrabna i eteryczna,
Wystarczy wyobraźnia,
Wiecznie młoda i śliczna,
A miał Pan taką szansę,
By wzdychać do bogini,
Pozazdrościć tylko
Być ulubieńcem Temidy?
Niejeden o tym marzy
Przez całe, żmudne studia,
Potem pnąc się po stopniach
Kariery zawodowej,
Z marzeniem mu do twarzy,
Temida ma nóżki zgrabne,
Jak mało która modelka,
A piersi jakie powabne?
Nie dziwię się wcale temu,
Że tylu się zakochało,
Wielbili swoją boginię
Za duszę i za ciało,
Za nosek, za usta wspaniałe,
Pocałunków spragnione,
Do całowania stworzone,
Niejeden pewnie prawnik
Chciałby mieć taką żonę,
Niejeden taką ma,
Chyba, że woli gablotę,
Pomogłaby w dzień w pracy,
Ustrzegła wielu błędów,
Nawet z opaską na oczach
Nie szczędziłaby względów,
Zwłaszcza wieczorna porą,
Nie wspominając o nocy,
Nie szczędziła rozkoszy,
Obiecywała Nirwanę,
Jeśli wierny kochanek,
Cóż, rozmarzyłem się trochę,
Pan mnie na ziemię sprowadził
Wydając wyrok łagodny,
A jak to Pan uzasadnił?
Zżera mnie niecierpliwość,
Liczył Pan na poprawę?
Wzruszająca naiwność!
Już następnego dnia
Bandzior to uznał za słabość,
Pokazał mnie palcami
Mówiąc „To donosiciel!”
Do jednej starszej pani,
Doniosłem, że mnie pobił,
Rozpuścił też pogłoskę,
Z dużą pomocą żony,
Że w Sądzie wygrał sprawę,
Ciekawe, czy taki efekt
Chciał Pan osiągnąć, przypadkiem?
Że elegia za długa?
Że Pana lekko znudziła?
Że inni sędziowie też sądzą?
Że także mają względy
I respekt dla bandziorów?
Niezależne poglądy?
Ciekawe, gdy ich bandyta
Przypadkowo zawadzi,
Czy też są liberalni,
Czy przeciwnie – hardzi,
Żądają krwi, satysfakcji,
Bo naruszono ich godność,
Oko za ząb, ząb za oko,
Nieistotna tu zgodność,
Nie znam babilońskiego,
Gotowi zaraz wprowadzić
Kodeks Hammurabiego,
Dalej nie będę rozwijał
Tego śliskiego tematu,
Podrażnione me ego,
Mam nadzieję, że Panu
Dałem do myślenia,
Kodeks Napoleona
Może dla przypomnienia?
Taki był cel tej elegii,
Pozbyłem się tematu,
Jak Kania dżdżu
Uzasadnienia czekam,
Do zobaczenia…

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego X

Oj, Panie sędzio kochany,
A gdzież to Pan studiował?
Na Uniwersytecie?
Był Pan pilnym studentem?
Ciekawe, w którym powiecie?
Temidę Pan pamięta?
Chodziła na wykłady,
Siadała zwykle z boczku,
Skromnie uśmiechnięta,
Wszyscy się w niej kochali,
Na dystans ich trzymała,
Zawsze kulturalna,
Nimb jakiś roztaczała,
O jej zaletach pisać?
Powstanie symfonia cała,
Przypomniałem ją Panu?
Była wręcz doskonała,
W najmniejszym nawet calu,
Zgrabna, miła, uczynna,
Chętnie dyskutowała
Na prawnicze tematy,
Czasami nawet do rana,
Dyskretna, delikatna,
Zdania nie narzucała,
Bogini doskonała,
Wielu się do niej garnęło,
Wielu poderwać ją chciało,
Lecz była tak tajemnicza,
Wystarczy, że spojrzała,
A traciło się śmiałość,
Spoglądała spod rzęs
Powłóczystym spojrzeniem
Z leciutką kpiną w oku,
Zadumania cieniem,
Jak nie z tego świata,
Wargi odymała,
Naburmuszona leciutko,
Delikatnie, subtelnie,
Delikwenta mroziła,
Była zarozumiała?
Wiedzą się chętnie dzieliła,
Cierpliwie wyjaśniała
Zawiłe arkana prawnicze,
Lecz ciała dać nie chciała,
W łóżku jej nikt nie poznał,
Choć wielu próbowało,
Dziewica zatwardziała,
Wodziła wszystkich za nos,
Filuternie się śmiała,
Ślicznymi dołeczkami,
Lekko oczy mrużyła,
Ocienione rzęsami,
Zachęcająco mruczała,
Droczyła się uroczo,
Nikt tak naprawdę nie wierzył,
Że posiądzie dziewicę,
Ale pomarzyć można,
A jakie piękne myśli,
Troszeczkę nieuczesane,
Przychodzą do głowy przy tym?
Już myślałem, że wpadła,
W łeb wzięły wszystkie dogmaty
Na temat dzieworództwa,
Zatrzęsło całym Światem,
Poszły po łączach e-maile
Zaskakująco rozsądne,
Czy to w ogóle możliwe?
W naszej cywilizacji?
Mogliśmy raz uwierzyć,
Lecz dwa? Bez przesady,
A co, jak się zacznie szerzyć
Dzieworództwo bez miary?
Aż w końcu znalazł się mędrzec,
Z Brazylii, czy z Argentyny,
I wydał nowy dogmat:
Dzieworództwo raz jeden
W historii się zdarzyło,
A reszta, to podróby,
Nie najwyższej jakości
I niezbyt wysokiej próby,
Na takie dictum Temida,
Z filuternym uśmieszkiem,
Zręcznie się uchyliła,
Nie powiem, nawet z gracją,
Nieśmiało wargi odęła,
Z lekkim zażenowaniem,
Rzuciła zranione spojrzenie
Zachęcająco-kapryśne,
Rzekła, że troszkę przytyła,
Wszystko przez ten apetyt
Na zakazane owoce,
Odtrącając marzenie
O jej niebiańskim ciele,
Tak niedostępna była,
Jak Wenus na nieboskłonie,
Inaczej mówiąc Kipryda,
Co z morza się wynurzyła
Cała pianą okryta,
Za nic miała miłostki,
W których ta celowała,
Poważna, śliczna dziewica,
Chłopcami pomiatała,
Kulturalnie, z uśmiechem,
Delikatnie, subtelnie,
Przykrości nie chciała robić,
Przynajmniej nie codziennie,
Aż w końcu znalazł się chłopiec
Niebiańskiej wręcz urody,
Takie chodziły słuchy,
Wspaniale zbudowany,
Prawie jak Adonis,
Mało, do tego mądry,
Prawnicze miał arkana
Poukładane w głowie,
No, pomyślałem, wpadła!
Chyba zawrócił jej w głowie,
Jak mu tam było? Tomek?
To zbieg okoliczności?
Przypadek? Może przydomek?
Spojrzała nań radośnie,
Lecz zaraz spochmurniała,
Poważna wszak bogini
O dogmacie wspomniała,
Który nie dawał jej wyjścia
Do szukania pretekstu,
A tym bardziej wykrętu,
Jak by się tłumaczyła
Przed Zeusem Gromowładnym?
I tak zakończył się romans,
Który się nawet nie zaczął,
Straciła ludzkość cała,
Bo chłopak się wypaczył,
Poszedł w prokuratory,
Następnie sędzią został,
A smutny do tej pory…

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego XI

Oj, Panie sędzio kochany,
Pewnie Pan jest ciekawy,
Jak się czuje ofiara
Skrzywdzona pańskim wyrokiem?
Bandziora Pan nie zapytał
Wykpiony jego sprytem,
Za sprawą ciągnie się swąd
Niezadośćuczynienia,
Łatwiej pokrzywdzić ofiarę?
Bo ona i tak skrzywdzona,
Sama sobie winna;
Mogła pobić bandziora,
Ułatwić Panu zadanie,
Bo bandzior pobity w obronie
Zasłużył na umorzenie,
Do tego bez zawiasów,
Może odszkodowanie?
Przecież się zdenerwował,
Dał po ryju ofierze,
Troszeczkę się zasapał,
Dobrze, że nie pchnął nożem,
Co za głupia ofiara?
Miast wziąć nogi za pas,
Stanęła, jak wryta,
Trzeba by ją ukarać,
Że została pobita,
Po co się tam pętała?
Stanęła na drodze bandziora?
Musi także jest winna…
Gdyby jej tam nie było
Pan miałby święty spokój,
I nikt nie robiłby kwasów,
Już bandzior kumplom głosi,
Że wygrał w Sądzie z ofiarą,
Że nikt mu nie podskoczy,
Że bić będzie dalej…
Doradzać wokół sąsiadom,
Bo taki doświadczony,
Wysoki Sąd wykiwał,
Troszeczkę się pokajał,
Do winy ponoć się przyznał,
A co się przy tym nakłamał?
Wykręcał się, wyżymał,
Pamięć mu szwankowała,
Mało tego, przeklinał,
Wysoki Sąd go wysłuchał,
Z uwagą nawet chamstwa,
Specjalnie się nie zdziwił,
Widać zwyczajny, psze Państwa,
Przyjął za dobrą monetę
Wulgarne zachowanie,
Obrońca się ucieszył,
Że oskarżony kłamie,
Jak wyuczony z nut,
Posłuszny instruktarzowi,
W końcu nad nim pracował
Spociwszy się ciut, ciut,
A sędzia, jak to sędzia,
Nawet głową nie kiwnął,
Powiało zgrozą na sali,
Cokolwiek zrobiło się dziwno
„I urosły mu włosy
Do samego świecznika”,
A nie, to inna poezja,
Niechaj więc wers znika…
Nie chce? I co ja zrobię?
Chyba odpocznę sobie…

Autor: Jakub Ładosz

Elegia do sędziego XII

Oj, Panie sędzio kochany,
Pewnie Pan lubi wspomnienia?
A co mi to w końcu szkodzi?
Bajkę Panu opowiem;
Trzech było, prawie że braci;
Tomek, Zbyszek, Antoni,
Prawie, jak archanioły,
Przez studia się prześlizgnęli,
Pobieżnie, nie dogłębnie,
Prawa trochę liznęli,
Bardziej ich frapowała
Temida i jej koleżanki,
Boć śliczne były bestyjki,
Łase na komplementy,
Urodą zarozumiałe,
Jak ćmy lecące do świecy
Skrzydełka opalały,
Najstarszy z nich, jak mu tam?,
Zaliczał semestry w mozole,
Namiętnie też polował,
Polował na dziewczyny
I żadnej nie przepuścił,
Choć groźne robiły miny,
Nieraz go zniechęcały,
Ale gdy zagiął parol,
Szans najmniejszych nie miały,
Jak stearyna lub wosk
W jego rękach topniały,
Rozkoszą otumanione,
Namiętnością skruszone,
Kapitulowały,
Zostawiał cały zapas
Entuzjazmu, zapału
W miejscu najciekawszym,
Drżąc cały z podniecenia,
Odpływał w zapomnienie
I marząc o Temidzie
Zagłębiał się w bibliotece,
Brnąc poprzez paragrafy,
Zawiłości sumienia,
Zmieniał gwałtownie zdanie
Borykając się z Prawdą,
Chciał ją poznać nagą,
Dogłębnie zbadać detale,
Wiecznie miał wątpliwości
I, podobnie, jak Parys,
Nigdy nie był stały,
Cóż, Panie sędzio kochany,
Ie wszystkie bezeceństwa
O dziewczynach, tramwajach,
Szalonych studenckich nocach,
O erotycznych przygodach
Zahaczających o porno,
Po prostu wykasowałem,
Schowałem gdzieś głęboko
Te kilkaset wersów
W komputerowych szufladach
A więc Świat się nie dowie,
Jak żeś na studiach rozrabiał,
Po konsultacji z prześliczną,
Uroczą koleżanką,
Dostałem reprymendę,
Że kalam Panią Kulturę,
Że myśli mam zbyt śmiałe,
Troszkę nieuczesane
Zasłużyłem na burę,
Za ostro pojechałem,
Fantazja mnie zaskoczyła
Luzacką fantasmagorią,
A więc zrezygnowałem,
Z dużą zresztą przykrością,
Z pisania wierszy porno,
Do Sądu nie pasują,
Bo jakby to wyglądało,
Gdybyś się Pan zarumienił
Na wspomnienie intymne,
Jak to się obracało
Na rożnie skwierczało saute
Pulchniutkie, spolegliwe,
Niejedno dziewczęce ciało,
Więc rozdział ten zostawimy
Powracając ad rem;
Po studiach Prokuratura
Stała się celem tych trzech,
Robili tam z mozołem
Większą lub mniejszą karierę,
A potem się znudzili,
Drogi ich się rozeszły,
Może ich wywalili?
Jeden się w Sądzie zagrzebał,
Sądził awanturników,
Bandziorów i łobuzów,
Nie narażając się,
Wyroki łagodne serwował,
Nawet, gdy prokurator
Została oblana wodą
Przez bandziora-kwiaciarza,
Pobieżnie zajął się sprawą
I wciąż miał wątpliwości,
Czy sięgać po bicz bezwzględny
Prawdziwej sprawiedliwości,
Czy liczyć na sumienie
Popełniających przestępstwo?
Jak zwykle to się zdarza,
U sędziów niezawisłych,
Chętnie zaś słuchał Rutyny
Nie słuchał komentarza,
Miał rozdwojenie jaźni,
Wilk syty i owca cała
W kółko, jak mantrę powtarzał,
Gmatwał się coraz bardziej,
Bandziorów uniewinniał,
Lekceważył dowody
I jakoś prosperował,
Drugi bronił bandziorów,
Awanturników, łobuzów
Trzeci zaś w polityce
Poszukał sobie laurów,
Był spolegliwy, zeszmaciał,
Oskarżał na zlecenia,
Krew Blidy miał na rękach,
Preparował dowody,
Przeszczepy zastopował,
Ilu miał na sumieniu?
A? Pewnie nie miał sumienia?
Prawdopodobnie stada,
Najlepiej prosperował.

Autor: Jakub Ładosz

Satysfakcja, kochanka, miłość

Zachłannie Cię przytulam,
Karesów nie unikasz,
Poddajesz czule swe wdzięki,
W pieszczotę cała przenikasz,
Z ogromną satysfakcją
Wydobywam westchnienia,
Pod delikatnym muśnięciem
Dreszcz Twoje ciało przebiega,
Im delikatniej całuję,
Mocniej w pieszczotę się wtapiasz,
Stajesz się jedną rozkoszą,
Spazmujesz pod mymi palcami,
Skręcasz się pod wargami
Sięgającymi tajemnic
Splecionych marzeniami,
Jak Kania dżdżu spragniona
Wychodzisz naprzeciw spełnieniu,
Delikatnie wargami
Roznamiętnionymi,
Poznaję tajemnice
Dotychczas niezgłębione,
Twe ciało rozbudzone
Poddaje się pieszczocie,
Tak dreszczu rozkoszy spragnione,
Jak przy największej spiekocie
Łaknie wody wędrowiec
Na bezkresnej pustyni,
Pragnienie Twe zaspokoić,
To moje największe marzenie,
To moje powołanie,
Rozkoszne spełnienie,
Misja najsubtelniejsza,
Nasycenie…
Tak wdzięcznie się poddajesz,
Stopniujesz podniecenie,
Dreszcz przebiega Twe ciało
Pod delikatnym dotykiem,
Pod delikatną pieszczotą,
Pod muśnięciem niemalże,
Jak wulkan wzbierasz lawą,
Niesłyszalnie wzdychasz,
Za moment staniesz na szczycie -
„Chwilo, trwaj!” szepniesz,
Najdelikatniej w Kosmosie
Rozpłyniesz się w niebycie,
Delikatna rosa
Pokryje Twoje ciało
Namiętnie zaspokojone,
Rozkoszą przesycone,
Oczy Twe błyszczą, jak gwiazdy
Powracające z podróży,
Gotowe do dalszych szaleństw
Bezwstydnie przykrótkiej nocy,
Kto Cię nauczył miłości?
Korepetycji nie brałaś -
Pewnie wrodzone zdolności?
Lubię to odkrywanie
Niezbadanych tajemnic;
Posiadasz ich miriady
W zasięgu mojej ręki,
W zasięgu moich ust
Namiętnie poszukujących
Twoich łaskawości
Dopieszczająco-słodkich,
Dopieszczająco-grzesznych,
Rozpieszczająco lubieżnych,
Stworzonych do miłości -
Pozwalasz ich poszukiwać,
Bez najmniejszej żenady,
Udostępniasz radośnie
Zaskakująco bezwstydnie
W okowach namiętności
Największe tajemnice
Swojej kobiecości,
Swojej cudownej rozpusty
Poświęcającej skromność
Jesteś tak spontaniczna
W poszukiwaniu spełnienia,
W poszukiwaniu rozkoszy…
Czas chyba opuścić zasłonę,
Na strefę intymności;
Nie trzeba maluczkich gorszyć…
Niech będą nieświadomi…
Niech mają spokojne noce
Nienasyceni…
Nieuświadomieni -
Spokojem ukojeni..

Kobiety, najcudowniejsze istoty stąpające po Ziemi

Kobieta

Cóż, zacząć patetycznie?
„Kobieto, puchu marny?”
Było…
Choć obraz romantyczny
Najbardziej mi pasuje;
Dla mnie Tyś zawsze
Wysoko na piedestale,
Gen taki odziedziczyłem;
Zawsze się w Tobie kochałem,
Kochałem, co najcenniejsze
Zaklęte bywa w kobietach;
Niewyczerpana miłość,
Niewyczerpana podnieta,
Nieważny kolor skóry,
Nieważne uprzedzenia,
Nieważny kolor włosów,
Ważna Twoja kobiecość
I tej nigdy nie zmieniaj.

Autor: Jakub Ładosz
15/16.02.2015

Kobieta I

Tyś po to z piany powstała,
By Świat zdobić miłością,
Tyś po to łzy wylała,
By zalać go czułością,
Tyś największą ozdobą,
A także – nagrodą.

Autor: Jakub Ładosz
15/16.02.2015

Kobieta II
2
Po coś stworzona?
Na nasze utrapienie;
Burzysz nam sny spokojne,
O Ciebie prowadzono
Krwawo niejedną wojnę,
Tyś winna wielu tragediom,
A jednak powiem to – trudno;
Bez Ciebie na tym Świecie
Po prostu – byłoby nudno.

Autor: Jakub Ładosz
15/16.02.2015

Kobieta III

Kobieto, cudzie natury,
Kto Ci dorówna?
Odważy się może który?
Natychmiast – z miłym uśmieszkiem,
Pokażesz mu – pazurki;
Ładnie lakierowane,
Równiutko przystrzyżone,
Kolorystycznie bajeczne,
Tysiącem barw się skrzące,
A jakie niebezpieczne?…
Nikt jeszcze z Tobą nie wygrał;
Powalisz każdego mocarza -
Na sznurku go poprowadzisz
Do najbliższego ołtarza,
Słodko niewolisz każdego,
Kto w Twoje sidła wpadnie -
Trzeba Ci jednak przyznać;
Robisz to bardzo ładnie… 20

Autor: Jakub Ładosz
15/16.02.2015

Kobieta IV

Od kiedy tylko pamiętam
Zawsze kobiety kochałem;
Najpierw od koleżanek
W przedszkolu zaczynałem,
Jak rękawiczki szkoły
Później często zmieniałem,
A z nimi coraz do innej
Ślicznej, małej kobietki,
Po nocach wzdychałem,
Blondynki, brunetki,
Rude, cudowne szatynki -
W kolorach przebierałem,
Ale – pod słowem honoru -
Wszystkie szanowałem -
Nadeszły studia, praca,
Nawet zwiedzanie Świata;
Gdzie tylko pojechałem
Przedstawicielki płci pięknej
Wzrokiem pochłaniałem,
Powiecie, że się zasłaniam,
Zasłaniam się banałem;
Piękniejszych od Polek kobiet
Na Świecie nie spotkałem;
Wiadomo, w każdym kraju
Spotkasz śliczne kobiety,
Ale w dużej ilości?
Tylko w Polsce, niestety -
Niestety tu nie pasuje?
Nie szkodzi – się rymuje,
A Polkom hołd muszę złożyć,
Bo im się to należy,
Mam sypnąć przykładami?
Ewa, Beata, Ania…
Wystarczy – dla młodzieży -
Nie mogę wszystkich wymienić,

Autor: Jakub Ładosz
15/16.02.2015

Kobieta V

Tyś do wyższych celów stworzona;
Kochanka, matka, żona…

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta VI

Tyś do wyższych celów stworzona,-
Jakkolwiek brzmi to patetycznie;
Kochanka, matka, żona…

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta VII

Tyś do wyższych celów stworzona,-
Jakkolwiek brzmi to patetycznie;
Kochanka, matka, żona…
Nie odbieram Ci innych,
Przydatnych w życiu zalet;
Czasami – przełożona,
Czasami – przekładana,
Jesteś tak różnorodna,
Jedyna i – kochana.

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta VIII

Jak Cię opisać, Boski Kwiecie?
Chyba to ponad moje siły;
Wszak piszę o – Kobiecie…

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta IX

Wiersz o Tobie napisać, Kobieto?
Chyba żartujesz?
A kto Cię oprawi w ramki?
Z każdej troszeczkę wystajesz;
Męczę się już od tygodnia,
By obraz Twój przedstawić -
Definicja już, już gotowa,
A wciąż coś trzeba poprawić;
Podstawowa jest prosta -
„Kochanka, matka, żona”,
A do niej – tyle dodatków,
Najgorsza ta – niewiadoma;
Blondynka, albo brunetka,
Szatynka, może ruda?
Najważniejsze – kochana
I można z nią robić – cuda,
Jedna, jedyna, a dwie? -
Jeszcze się dogadają,
A trzy? Masz w domu piekło;
Wojenne surmy grają!
Nie próbuj tylko ich godzić;
Natychmiast się zjednoczą,
Na front przeciwko Tobie
Ruszą z największą ochotą,
Nie zastanawiaj się chwili;
Delikatnie, powoli, nogi za pas,
Natychmiast podaj tyły,
Masz bardzo ważne spotkanie,
Na piwie – w pobliskim barze,
Wrócisz, gdy Twoje panie
Ustalą warunki rozejmu,
Wcześniej wracać nie próbuj,
Chyba, że brak Ci rozumu.

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta X

Delikatna, subtelna,
Kochająca, wierna,
Gdy trzeba – góry przenosi;
Nie sama, ale z wdziękiem -
Mężczyznę o to poprosi;
Ona motorem postępu,
On ruszy głową – z lenistwa -
Zaprojektuje maszynę,
By tylko mieć święty spokój;
Odkurzacz, mikser, lodówkę,
Luksusowy samochód,
Gdyby nie kobieta
Do dziś by w jaskini siedział,
Wystarczyłby mu zupełnie
Piwa nieduży przydział,
A ona ma sposoby,
By zmusić go do wysiłku,
Stroi się, niby dla niego ,
Przyprawia o zawrót głowy,
A ma czym zachęcić, zwodnica
I mimo upływu lat
Mężczyznę nadal zachwyca,
Górę dla niej przeniosłeś?
Już o tym nie pamięta;
Ma coraz nowe zadania,
Na dzień powszedni, od święta,
Wdziękami swymi szafuje,
A hojnie obdarzona,
Ma różne zakamarki,
Zna przeróżne sztuczki -
Szybko się o tym przekonasz,
Ma także same zalety;
Te musisz odkryć sam -
Czasami są dobrze ukryte;
Namęczysz się – niestety,
A jaką satysfakcję
Z poszukiwania masz…

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta XI

Piszę o Kobiecie,
Pewnie tego nie wiecie?
O najpiękniejszej istocie,
Jaka chodzi po Świecie,
Zaskoczeni jesteście?
Sami chyba przyznacie,
Że truizm przytoczyłem?
Czy inne zdanie macie?
Delikatna istotka,
Przeważnie zwiewna, elegancka,
Cudowna matka, kochanka,
Czasami nawet – żona,
Pod jednym wszakże warunkiem;
Kiedy nie jest znudzona,
Kiedy życie ją pieści,
Gdy czuje się doceniana -
Rozkwita wtedy w oczach,
I w kilku innych miejscach,
A jaka jest kochana…
Drugi warunek, jaki?
W ręce konesera
Koniecznie musi się dostać;
Nie każdy bowiem potrafi
Uszczęśliwianiu sprostać…
Nie może być w rękach chama,
Prostaka lub pijaka,
Ot, zmarnowana szansa,
A dola – byle jaka…

Autor: Jakub Ładosz
17.02.2015

Kobieta XII

Kobieto, krucha istoto!
Czyś przechodzona,
Czyś niedotarta,
Twój urok ponadczasowy,
A grzechuś zawsze warta…

Autor: Jakub Ładosz
18.02.2015

Kobieta XIII

Trzynasta Kobieta?
Brzmi to, jak wyzwanie,
A kto Cię rozgryzie?
Zawsześ tajemnicza -
Zagadkę stanowisz
Nie do rozwiązania,
Im bardziej nieodgadniona,
Tym więcej wielbicieli
Wokół siebie gromadzisz,
W szczęściu – niezastąpiona,
W złości – nieobliczalna,
W miłości – fantastyczna,
W nienawiści – totalna,
Trudno Cię opisywać;
Takaś nieodgadniona -
Można Cię tylko wielbić,
Boś do tego stworzona.

Autor: Jakub Ładosz
18.02.2015

Kobieta XIV

Potrafisz być zołzowata,
Złośliwa i bezwzględna -
Lepiej się nie narażać
Na Twe ostre żądełka -
Jesteś tak delikatna,
Subtelna, nieuchwytna,
Gdyś namiętnie kochana
Królową Nocy rozkwitasz;
To Twoje dwa wizerunki -
I – obydwa – prawdziwe,
Ulegasz metamorfozie,
Jeśli to tylko możliwe…
Ja wolę Cię kochaną,
Cudowną, niezapomnianą,
Fantazyjną kochankę,
Z którą się budzę – co rano…

Autor: Jakub Ładosz
18.02.2015

Kobieta XV

Tylem o Tobie pisał
W samych superlatywach,
Doczekałem się chociaż
Słowa pocieszenia?
Przyjęłaś hołdy – znudzona,
Zupełnie – od niechcenia,
W oku Twoim nie błysnął
Nawet cień zdziwienia,
Jak chleb powszedni przyjęłaś
Moje zauroczenie;
Kobieta? Trudny temat,
A jakie poświęcenie?
Po kwiaty wpadłem do wody,
Boś nenufary lubiła,
Do Bliklego na lody,
Byś tylko była miła,
Do Gajewskiego po rurki,
Twoje ulubione,
Do „Polskiego” na „Zemstę”;
Klarę z Papkinem poznałem,
Wszak miałaś z polskiego klasówkę,
Z matmy Ci ściągę posłałem -
Gdzie drugi taki naiwny?
Nadzieję wciąż żywiłem,
A Ty wolałaś Zbyszka;
Wszystkie tak chyba macie?
Wzdychacie, jak Jagienka,
A chociaż Bogdaniec – znacie?

Autor: Jakub Ładosz
19.02.2015

Kobieta XVI

Jak znam życie, to nie wiecie,
Jak często myślę o kobiecie?
Jeszcze będąc brzdącem małym,
Wciąż o dziewczynkach myślałem,
Nieraz mi mówiono w szkole;
Nie goń wciąż za spódniczkami -
Ucz się, matole!
Mimo licznych koleżanek,
A w niejednej się kochałem,
Nie repetowałem wcale,
Jak ja studia ukończyłem?
Tyle pięknych kobiet w koło
Dobrze, że nie Uniwerek,
A P.W. przyjęła mnie,
A kobietki wciąż kusiły,
Gdzie spojrzałem…
Może nie?
W wielu w życiu się kochałem,
Choć niejeden ma mi za złe;
Serce zbyt obszerne miałem,
A Kobieta to mój cel,
Każda chce być tą jedyną
I co, biedny, zrobić mam?
Wszystkich wszak nie zaspokoję?
Wokół tyle ślicznych Dam!
Tak się staram, alem sam!
Każda jest niepowtarzalna,
Każda w sobie odkryć da
Te ukryte, gdzieś głęboko
Cymesiki i perełki;
Sięgam zwykle tam, głęboko…
Powiem Wam tu, w tajemnicy,
Choć Owidiusz odkrył to;
Nie spotkałem brzydkich kobiet -
Każda w sobie ma to „coś”,
Nawet wino niepotrzebne
I tak znajdziesz przecież, boś
Koneser pierwszej wody,
Znawca wdzięków niezliczonych
Zgrabnych nóżek zachwycony,
I – kobiecej wszak – urody…

Autor: Jakub Ładosz
28.02.2015

Kobieta XVII

Już piszę dawno o Kobiecie,
Po prostu – temat rzeka,
A dalej jestem w lesie;
Coraz to nowe spojrzenia
Na obiekt mych pożądań -
Niewyczerpany temat,
Pomimo moich pragnień,
Nie dam Ci rady, Kobieto,
Mimo moich starań -
Jesteś nieosiągalna,
Jak piskorz się wykręcasz
Od zaszufladkowania;
Dziś jesteś jasną gwiazdą,
Jutro – czarną dziurą,
Nieuchwytną, jak mgła;
Chwytam Cię w dłonie,
A Ty uciekasz, jak zwykle,
Przeciekasz między palcami,
A już mi się wydawało,
Że zostaliśmy sami,
Że jesteś tylko moja;
Paranoja!

Autor: Jakub Ładosz
28.02.2015

Kobieta XVIII

Stanęłaś na piedestale,
Skłoniłaś wdzięcznie głowę,
Zawsze Cię podziwiałem
I podziw mój rośnie dalej,
Jesteś ponadczasowa,
Twój urok – niesamowity,
Czarodziejski, cudowny,
Po prostu – kobiecy,
Myślałem, że już Cię mam,
Żeś wpadła w moje sidła,
A to ja wpadłem w Twoje,
A taka jesteś niewinna!
Z taką niewinną minką
Robisz ze mną, co zechcesz
I zawsze wychodzisz na swoje,
Me serce się wyrywa;
Do Ciebie – jeszcze, jeszcze…

Autor: Jakub Ładosz
28.02.2015

Kobieta XIX

Ile bym się nie natrudził,
Ile bym potu nie wylał,
Pisząc o takim Cudzie
Wciąż czekam na jakiś finał;
Bywasz czasami zmęczona,
Sączysz powoli jad -
Cedzisz przez zęby słowa,
Normalka, jak to żona,
Jeden Twój uśmiech wystarczy,
By zniknął ponury Świat,
By tęcza nam zalśniła -
Choć Świat ten diabła jest wart…

Autor: Jakub Ładosz
01.03.2015

Kobieta XX

Wiersz ostatni o Kobiecie?
Zwariowałeś? – Nigdy w Świecie;
Póki Świat ten będzie istniał
Będę pisał -
Pisać będę sto lat dłużej,
A i tak się nie zasłużę;
Temat wdzięczny i banalny -
Przebogaty, wręcz feralny,
Co tu pisać o Kobiecie?
Wszak ją wszyscy znacie przecież?
Od miesiąca sobie mówię;
Już daj spokój, nie dasz rady,
Porwałeś się na giganta
Piszesz różne dyrdymały,
Myślisz, że ją opisałeś?
Jest tak zmienna, błyskotliwa,
Wnet zabraknie ci ogłady,
A Kobiecie – nie dasz rady,
W porno wpadniesz, będzie parno,
Wykiełkuje jakieś ziarno,
Z niego znów się kwiat rozwinie
I kobiecość nam rozkwitnie,
Chociaż pleciesz, jak w malignie,
O Kobiecie – całkiem zgrabnie
I tak w piętkę stale gonisz,
Może jedną – zaspokoisz…
A Kobieta – zaspokojona -
Łagodna jest owieczkowo -
Wprost – cudowna…

Autor: Jakub Ładosz
01.03.2015

Kobieta XI

Kobieta XI

Piszę o Kobiecie,
Pewnie tego nie wiecie?
O najpiękniejszej istocie,
Jaka chodzi po Świecie,
Zaskoczeni jesteście?
Sami chyba przyznacie,
Że truizm przytoczyłem?
Czy inne zdanie macie?
Delikatna istotka,
Przeważnie zwiewna, elegancka,
Cudowna matka, kochanka,
Czasami nawet – żona,
Pod jednym wszakże warunkiem;
Kiedy nie jest znudzona,
Kiedy życie ją pieści,
Gdy czuje się doceniana -
Rozkwita wtedy w oczach,
I w kilku innych miejscach,
A jaka jest kochana…
Drugi warunek, jaki?
W me ręce musi się dostać;
Nie każdy bowiem potrafi
Uszczęśliwianiu sprostać…

Autor: Jakub Ładosz

Kobieta III

Kobieta III

Kobieto, cudzie natury,
Kto Ci dorówna?
Odważy się może który?
Natychmiast – z miłym uśmieszkiem,
Pokażesz mu – pazurki;
Ładnie lakierowane,
Równiutko przystrzyżone,
Kolorystycznie bajeczne,
Tysiącem barw się skrzące,
A jakie niebezpieczne?…
Nikt jeszcze z Tobą nie wygrał;
Powalisz każdego mocarza -
Na sznurku go poprowadzisz
Do najbliższego ołtarza,
Słodko niewolisz każdego,
Kto w Twoje sidła wpadnie -
Trzeba Ci jednak przyznać;
Robisz to bardzo ładnie…

Autor: Jakub Ładosz

Zamkniętość, czyli samotność

Zamkniętość

Od urodzenia zamknięty
W swoim samotnym czerepie
Biję się wciąż z myślami,
Przez życie się telepię,
A ze mną miliardy ludzi -
Prawdę mówiąc – samotnych,
Oszukujących siebie,
Że szczęście już, już mieli,
W zasięgu ręki – prawie…
Tylko zapomnieli
Z kim je podzielić…
Niektórzy – w imię wiary -
Z innymi się zjednoczyli,
W imię tej samej wiary
Gehennę drugim stworzyli,
W imię Allaha mordują,
Jak dawniej chrześcijanie,
Czy dobrze z tym się czują?
Zadałem sobie pytanie -
Skoro mordują…

Autor: Jakub Ładosz

Wiersze różne, kwadratowe i podłużne

Dzienność

Dzień bez wiersza to głupota,
Jakbyś kota wyłomotał;
Wszak kot może cię podrapać,
A przyjemność jaka taka,
Chociaż jeden wierszyk składny,
Niekoniecznie całkiem ładny,
Nie musi mieć dźwięków wcale
Naśladowczych i tak dalej,
Tu połamać chciałem szyki,
Bo nie chodzi o wyniki;
Rytm – rzecz ważna w każdym wierszu,
Lecz go stawiać, jako pierwszą?
Rytm jest pierwszy, więc do dzieła –
Skąd mi się ta pierwsza wzięła?
Pewnie znowu rym tu wdarł się
O pierwszeństwo, jakby w transie,
Już od rana się dobijał,
Onomatopeję zbijał,
Biały wiersz miał zaś w pogardzie,
Tu już rymu mi zabrakło –
Ma być biały? Niechaj będzie,
Choć się rym panoszy wszędzie,
W pierwszym, drugim, trzecim rzędzie,
Rym i rytm wciąż preferuję;
W wierszu grają? Nie zmarnuję,
Tego, co mi Wena dała,
Dzięki, dzięki, moja Mała.

Autor: Jakub Ładosz
14.01.2015

B 1136a. Systemowość

W jakim systemie żyjemy?
Proste – w systemie bezwzględnym,
W systemie ludzi krzywdzącym,
Cwaniaków popierającym,
Krewnych ustawiającym,
I wiele jeszcze –cym,
Żeby było weselej,
Bo wierszyk brzmi ponuro;
Tu cytat za kabaretem;
„I rym, cym, cym,
I tra, la, la…”
Górnicy mają siłę,
Pani premier się przejmie,
Stoczniowców, hutników już nie ma,
W Warszawie rządzić przyjemnie,
Upadłeś? Nikt nie pomoże,
Chyba, żeś obciął rękę,
Paluszek lub inną część ciała,
Wtedy Ci przyszyją,
Serdecznie się Tobą zajmą,
Dla medycyny to chwała,
Ale zwykłego pacjenta
Odeślą ze szpitala;
Niech głowy nie zawraca,
Zwykłe choroby leczyć,
A do tego na trzeźwo?
Ależ to nudna praca,
I prasa się tym nie zajmie,
Nie mówiąc o telewizji,
Gonią wszak za sensacją
I nie są obiektywni,
Jakoś wszyscy wiemy,
Jak traktują pacjenta?
Już słyszę oburzenie
W środowisku lekarskim;
Przepraszam, mam pytanie;
Zamknęliście przychodnie
Na początku roku?
Co? W naszym interesie?
Szaleju ście się objedli?
Pacjenci bez pomocy?
Tak robi prawdziwy lekarz?
Wstyd i hańba panowie,
A także liczne panie,
Chybaście się minęli,
Przynajmniej z powołaniem,
Przyznaję, są lekarze
Z prawdziwego zdarzenia,
Lecz trafić na nich trudno,
Prawie nie do zrobienia,
Ostatnio kilku widziano,
W szpitalu, w Leśnej Górze,
Adres znam doskonale,
Ale nie przekażę,
A zresztą, co mi tam:
Woronicza w Warszawie,
Redakcja, czy jakoś tam…
Weź swój los w swoje ręce,
Nie umiesz się wyleczyć?
To nie zawracaj głowy;
Skąd mamy wziąć pieniądze,
Jak młodzi z Polski uciekli?
Nie ma kto płacić podatków,
Nic się nie produkuje,
Tańsze się z Chin sprowadzi,
Lub z Unii importuje,
Węgiel? Tańszy u Czechów;
Taniej wydobywają –
Patrzcie, jakie cwaniaki?
I Skodę produkują,
A u nas Polonezy
Też jeżdżą po Warszawie –
Dwa, no, może cztery,
A FSO? Od lat w naprawie…
A gdzie są ci krzykacze,
Co Polskę rozwalali?
A ci, co ją kawałkami
Za grosze wyprzedali?
Ci drudzy siedzą w Brukseli,
A pierwszych? Diabli wzięli,
Część na emeryturze,
Część ma ciepłe posadki,
Jeden zarobił miliony,
Drugi wolność świętuje,
A reszta? Klepie biedę –
Naród w balona zrobiony…
A, jeszcze na Saksach wielu
Tęskni za Ojczyzną –
Nie wrócą, nie widzą celu.

Autor: Jakub Ładosz
11.01.2015

B Pbc Burzliwość I

I rozpętała się burza,
No, prawie że Szekspira,
Śliczna Pani Ogórek
Na scenę nam się wspina,
Szanse na Prezydenta
Ma, co prawda nieduże,
Podobnie jak i Duda,
Ale namiesza w kulturze,
Wniesie radość młodości
W skostniałe trochę wybory,
Namiesza Palikotowi,
Odbierze mu elektorat,
Na Prezydenta pasuje,
Ma przecież zalet wiele;
Młodość, urodę, urok,
Poukładane we łbie –
Przepraszam – w ślicznej główce,
Czyżby na kościół padł postrach?
Że piękno dobrem zwycięża?
Jest reprezentacyjna,
A co robi Prezydent?
Kraj nasz reprezentuje,
Nie rządzi, więc się nie bójcie,
Niczego nie zepsuje,
Że w Polsce nie ma tradycji
Wybierać na Prezydenta
Kandydatki płci pięknej?
Dlatego ma być wyklęta?
Już się pismaki wzięły
Za obrzydzanie ogórka,
Z nazwiska robić żarty?
To chyba poniżej godności
Przyzwoitego dziennikarza?
Jak wielu ten wiersz złości?
Leżą nożyce na stole,
A prawda – w oczy kole?

Autor: Jakub Ładosz
11.01.2015

Pbc S 1135b. Burzliwość I

I postrach padł na Satyrę,
Bo pochwaliłem kandydatkę
Na Prezydenta RP -
Za urodę i jeszcze zalet parę,
Za wrażliwość, za klepki w głowie,
Ma jedną wielką zaletę;
Nie da pojeździć po głowie
Byle czarnuchowi –
Rozumcie to, jak chcecie;
Dość zagarniania kraju,
Robienia Ciemnogrodu,
Dość włażenia z butami
W nasze prywatne życie,
Prawdopodobnie się mylę;
Wy tego nie widzicie?
I pewnie Wam nie przeszkadza,
Że w pas kłania im się władza?
Za sobą macie życie?
Nie szkoda Wam pieniędzy
Na błoto wilanowskie?
Nie szkoda Wam młodzieży,
Co marzy o emigracji,
Bo w kraju nie ma perspektyw?
To skutki demokracji?
Macie ciepłe posadki
I pewnie dzieci w kraju?
Wnuki w dużej ilości
Szczęście Wam zapewniają?
Po polsku chociaż mówią?
Część z Was siedzi na Saksach,
Bo w Polsce nie było pracy?
Część na emeryturze
Czeka, że dzieci przyjadą
Z Austrii, RFN, Irlandii,
Albo Wielkiej Brytanii?
Na stałe tu nie wrócą,
Bo czeka bezrobocie,
Prezydent i rząd z Etosu?
Przejrzyjcie w końcu na oczy,
Wszak swoich ustawiają,
Pod siebie wszystko garną,
O Was wcale nie dbają,
Pięknie na kredyt się żyje
Za unijne pieniądze,
A dług stale rośnie,
Ciekawe, kto go spłaci?
Dziadkowie? Bo młodych nie ma,
A skąd wezmą pieniądze?

Autor: Jakub Ładosz
11.01.2015

1134a. Pamiętność

Często myślę o dziewczynach,
Z którymi się kochałem,
Pewnie znajdą się wśród nich takie,
Co czują się skrzywdzone,
Mam tylko jedną nadzieję,
Że wiele z nich na wspomnienie
Wspólnie spędzonych chwil
Okrywa się rumieńcem
I delikatny uśmiech gości
Na ich ślicznych twarzyczkach;
Żyją w moich wspomnieniach –
Przeszły do wieczności.

Autor: Jakub Ładosz
11.01.2015

1134b. Pamiętność I

Czy wszystkie pamiętam?
Zadaję sobie pytanie,
Szczerze odpowiem – nie,
Tylko te,
Które się wbiły w pamięć,
Reszta się zlała w jedną,
Śliczną, cudowną dziewczynę,
Cóż, pamięć jest ulotna,
Czasem zatrzyma chwilę
I nikt nie wie, dlaczego
Właśnie ta wbiła się w pamięć,
Choć przecież było ich tyle?
Wiem, że niektórych to drażni,
Że z tym się afiszuję,
Podrażniam ich moralność,
Jednak się dobrze czuję,
Spotkałem na swej drodze
Same cudowne dziewczyny,
Że ich nie zatrzymałem
Nie czuję się wcale winny;
Obszerne serce miałem,
Lecz zawsze je trzymałem
Dla tej jednej, jedynej,
Aż w końcu ją spotkałem.

Autor: Jakub Ładosz
10.01.2015

Pbc 1133a. Ocenialność

Jak oceniam człowieka?
Pozytywnie.
A jak mi na odcisk nadepnie?
Negatywnie.
Mam prośbę;
Nie depcz mi po odciskach,
Lepiej idź w swoją drogę -
Nawet, jeśli śliska,
Rozstańmy się w pokoju,
Do kuchni Cię nie wpuszczę,
Bez żalu z mojej strony.

Autor: Jakub Ładosz
10.01.2015

Pbc 1132a. Pochwalność

Pochwalić chciałem przyjaciela –
Owczarka szkockiego,
Pod nazwą Collie znanego;
Wbrew powszechnym opiniom
Nie linieje tak dużo,
Długi włos łatwo sprzątnąć,
Nie wbija się w kanapę,
W dywan, czy inne meble,
Znam liczne włochate rasy,
Co sypią swoimi kłakami
Nie tylko na podwórzu,
Owczarek szkocki wymaga
Codziennej pielęgnacji;
Zajmuje to trzy minuty
(Nabierzesz wprawy – to dwie),
Bez żadnych manipulacji,
Uczeszesz pieska rano,
Podczas pierwszego spaceru
I będzie ślicznie wyglądał
Powiedzmy – do kolacji,
Pazury sobie pościera
Podczas codziennych spacerów,
Zęby możesz mu umyć
Bez żadnych ceregieli,
Umaszczenie wspaniałe -
Lessie przypomina;
W książce – czarno-biała,
Na filmie za to – ruda,
Może nie ruda – brązowa,
Polecam film – zwłaszcza dzieciom;
Jak piękny – sam się przekonasz,
Jest jeszcze trzecia odmiana
O nazwie blue marle,
O niebieskich tęczówkach,
W Polsce zwana marmurkiem,
Rasa bardzo łagodna,
Do tego – opiekuńcza,
Chętna do zabawy
I bardzo inteligentna,
Jedyna zresztą rasa
Raz jeden przeszkolona
Na całe życie pamięta,
Czego była uczona,
Inne psy potrzebują
Kontrolnego szkolenia,
No, może przypomnienia,
Czego się nauczyły -
Owczarek szkocki pamięta
Wszystko od urodzenia,
Dziecka Ci popilnuje;
Obcego nie dopuści,
Ale go nie ugryzie,
Tylko alarm podniesie,
Najpierw grzecznie ostrzeże,
Że dziecko jest z jego stada,
A on tego stada strzeże,
Za stado zaś uważa
Całą Twoją rodzinę;
Łagodność i stanowczość
To jego cechy dziedziczne,
W piłkę chętnie zagra,
Rzucisz, to Ci odniesie,
Położy i będzie zachęcał
Byś dalej z nim bawił się,
Z kijem – troszeczkę inaczej,
Lubi, gdy mu odbierać,
Siłuje się i warczy,
Do zabawy zachęca,
Na rozkaz kij położy,
Ale będzie czekać,
Że znowu mu go rzucisz,
Aby mógł pobiegać,
Z dziećmi się świetnie bawi,
Gdy dziecko biegnie do piłki,
Piłeczkę mu zostawi,
Wie, że ma pierwszeństwo -
Podniesie i z nim się pobawi,
Szczeknie, gdy piłkę kopniesz,
Ale w milczeniu pogoni,
Gdy piłeczkę mu rzucisz
I zawsze przyjdzie do nogi,
Chętny jest do nauki
I do wszelkiego szkolenia;
Sam możesz go ułożyć
I bez zniecierpliwienia,
Pies stara się zrozumieć,
Czego wymagasz od niego,
Możesz mieć wielu przyjaciól;
Nie będziesz miał wierniejszego.

Autor: Jakub Ładosz
10.01.2015

1131a. Lepieje

Zamiast być terrorystą
Lepiej rzucić wszystko.

Zamiast być terrorystą
Lepiej zadyndać na stryczku..

Być terrorystką?
Lepiej – turystką.

Zamiast szlochać,
Lepiej kochać.

Zamiast kichać,
Lepiej wzdychać.

Zamiast zarabiać,
Lepiej wydawać.

Zamiast wino pić,
Lepiej się bawić.

1130a. Radość

Zwołali Bogowie naradę,
Udział ograniczyli
Tylko do najważniejszych -
I tak licznie przybyli,
Kłopot był z pomniejszymi,
Bo każdy czuł się ważny,
A zadrażnień nie chcieli,
Bo temat był poważny,
Przewodniczący – Zeus –
Bóg niegdyś przepotężny
Zagaił krótko zebranie;
„Szanowni Panowie i Panie –
(Po polsku powinno być raczej;
Panie i Panowie,
Że Grek, to mu wybaczę;
Inaczej ma kolejność
Poustwianą w głowie),
Choć Pań tutaj nie widzę,
Bo tak się umawialiśmy;
Zostaną w domu Panie” –
Po tymże zagajeniu
Przeszedł do tematu;
„Fanatyzm nam się szerzy –
Zagraża całemu Światu,
Radźcie Panowie Bogowie,
Bo cwani fanatycy
Chcą się dostać do Raju,
Jako męczennicy,
Chyba dekret wydamy,
Że takich męczenników
Z własnej inicjatywy
Do Raju nie przyjmujemy”,
Tu Allah się trochę żachnął,
Bo najwięcej miał takich,
Co Raj mu zapełniali
Kuchennymi schodami,
Jahwe i inni Bogowie
Też pamiętali te czasy,
Gdy tysiącami walili
Ich wierni na Raj łasi,
Gdy zasiedlali tłumnie
Różnymi męczennikami
Jarmarki, cyrki i stosy,
A, stosy? – Czarownicami,
Długo trwała dyskusja,
Dobrze, że świętych nie było,
Bogiń, pomniejszych bożków,
Bo temat był bardzo pilny,
Każdy miał prawo głosu
Spośród obecnych na sali,
Choć temat nie wszystkich dotyczył
I tak się wypowiadali,
Nie brakowało mówców,
Bo każdy chciał zabrać głos,
By potem w domu się chwalić;
Budda się wypowiadał
O powszechnej miłości,
O Raju, już tam, na Ziemi –
Krainie szczęśliwości,
Z szacunkiem go słuchano,
Jak głosił swoją utopię,
Miał prawo się wypowiadać,
Choć inni mieli to w d….,
Allah po długim namyśle
Na konsensus się zgodził –
Fanatykom do Raju
Drogę zmyślnie zagrodził;
„Kto ma na rękach krew
Przelaną w imię terroru
Od dzisiaj nie wejdzie do Raju
I nie ma żadnego wyjątku,
Niech słudzy moi nie głoszą
Takich banialuków,
Że przyjmę fanatyków”
Rzęsiste brawa otrzymał
Za taką postawę boską,
Zaczęła się część narady,
Wcale nie mniej ważna;
Ale poświęcona
Zupełnie innym troskom.

Autor: Jakub Ładosz
10.01.2015

Pbc 1129a. Trendność

Popatrzcie, co się wyprawia;
Islam stopniowo przejmuje
Handel światową żywnością
I sam ją produkuje,
Bagatelizujecie
Potężne zagrożenie?
Akty terroru ważniejsze?
Robią większe wrażenie?
Ważniejsze są wasze spory
I dążenie do władzy?
Przetrzyjcie czasami oczy;
Kto ma żywność w swych rękach
Ten będzie rządził tym Światem,
Paliwa już w ręku mają;
Dyktują ceny Światu,
A pętlę zaciskają.

Autor: Jakub Ładosz
09.01.2015

-B Pbc 1128a. Zmywalność

Też tak macie,
Jak gary zmywacie?
Ukochana żona
Do zlewu powstawia
Wszystkie brudne naczynia?
Ażeby je umyć
Musisz je wyjmować?
Masę zbędnych ruchów
Dodatkowo wykonać?
A żona, jak to żona;
Że czepiam się brudnych garów
Potężnie jest zdziwiona,
Że chciałbym mieć komfort
Podczas lubego zmywania,
Nie dostrzega problemu,
Jasne, to drobna sprawa,
Ale, niestety, życiowa;
Ułatwiaj sobie życie,
A sam się o tym przekonasz.

Autor: Jakub Ładosz
09.01.2015

Wiersze różne, polityczne, satyryczne, erotyczne, romantyczne, czasem zwykłe, czasem śliczne

+B Pbc 1100a. Mój Paryż a

W nocy wstać mi się nie chciało,
A wiersz przyszedł do mej głowy;
Z wszystkimi zawijasami,
Wiersz kompletny, kolorowy,
Znakami interpunkcyjnymi,
Onomatopejami,
A jakże – wierszyk krótki,
I cały Paryż się zmieścił,
Z Wieżą Eiffel’a, Notre Dame,
Rozwijał się, szeleścił,
A wstać nie miałem siły;
W jednym zdaniu się zamknął,
Ciutek może przydługim;
Paryż – przeważnie – bywa – miły…

Autor: Jakub Ładosz
27.12.2014

1100 b. Mój Paryż a I

Bruksela też jest miła,
Do tego – kieszonkowa,
Paryż – taki rozległy,
Dostojny, majestatyczny,
Bruksela – pod jednym dachem,
Prawdę mówiąc się schowa,
Czujesz się, jak u siebie;
Każdy Paryż jest – inny,
Możesz mieć taki Paryż,
Na jaki zasługujesz,
Chętnie Ci go pokażę,
Jeśli na siłach się czujesz,
Pokażę Ci Mój Paryż,
Bo Swój Ty musisz odkryć;
Pierwszy raz – posmakujesz,
Nabierzesz tylko ochoty,
Gotowa do zwiedzania?
No, to – ile roboty?

Autor: Jakub Ładosz
27.12.2014

1100 c. Mój Paryż a II

A, jeszcze jedno zdanie;
Zwiedzamy na piechotę,
Pohulać po Paryżu
Zawsze miałem ochotę,
Swobodnie i bez celu,
Bez zegarka na ręku,
Posiedzieć na bulwarach,
Albo na jakimś cypelku,
A wciąż brakuje czasu,
Bo wpadam, jak po ogień,
Na Luwr mam mało czasu,
Nie bywam tam przecież co dzień,
Więcej mam go w d’Orsay,
Jest przecież znacznie mniejsze,
Za jedną wizytą mogę
Sfilmować, co najważniejsze
I nie muszę wybierać;
Filmuję tak, jak leci –
Kilka godzin – gotowe;
Malarze są, jak poeci,
Do tego architektura,
Arcydzieła rzeźbiarzy,
Potem przez długie miesiące
Mogę sobie marzyć,
O poczekalni dla VIPów,
O restauracji, kawiarni,
O impresjonistach,
O Dworcu Orleańskim.

Autor: Jakub Ładosz
27.12.2014

1100 d. Mój Paryż a III

Jeszcze kilka muzeów
Na pewno warto odwiedzić
Cluny, Centrum Pompidou –
Jeszcze kilka się znajdzie
Wartych zobaczenia,
Gorzej, bo czas nie jest z gumy;
Zbyt wiele do odwiedzenia,
Wpadniemy na Montmartre,
Do pracowni malarskiej,
Jest tam kilku Polaków
Mających w Paryżu wzięcie,
Warto chyba zobaczyć,
Co mają na warsztacie?
Nie wszystkich to interesuje;
Plastyków, na pewno poetów,
A przeciętnego turystę?
Na ten temat zdania nie mam.

Autor: Jakub Ładosz
27.12.2014

Pbc 1099a. Szumność

Siedzę i nic nie piszę,
Coś mi szumi w głowie,
Wsłuchuję się uważnie;
Chciałbym usłyszeć ciszę,
Czy mógłby ktoś wyłączyć
To ciągłe zagłuszanie?
Ciszy nie mogę posłuchać,
Bo ciągły jazgot w czerepie,
Świat chyba lekko zwariował,
Bez przerwy coś się telepie,
Chociaż na chwilkę wyłączcie
Ten szum – nie mogę się skupić
I jak tu pisać wiersze?
Wszak mogę się wygłupić;
Pomylę kląskanie słowika
Z tym głupim szumem w głowie,
Najgorsze, że przez grzeczność
Nikt mi o tym nie powie,
Już i tak na mnie patrzą,
Jak na jakiegoś raroga;
W kółko piszę wiersze –
Od rana do wieczora -
Przypadkiem – nie zwariował?
Ania się ucieszyła –
(Ania to moja córka) -
Że na oczy przejrzałem –
W ramki chce wierszyk oprawić;
Dlaczego? – Zapomniałem…
Znowu mi szumi w uszach,
A może w całej głowie?
Mówiłem to lekarce –
Patrzyła, jak na wariata;
„No, co też Pan nie powie,
Ta głowa jakaś nie taka?” -
Pies tylko ogon podkulił;
Widocznie szum ten słyszy
I szczeknął ostrzegawczo;
„Nie słyszę nawet myszy!”,
Z psem nie będę zadzierać,
Zaraz – on myszy nie słyszy?
No, Świat stanął na głowie -
Wyłączę na chwilę fonię;
„Chodź do mnie, piesku kochany,
No, przyjdziesz, czy nie? -
Do mnie!”
Jest dobrze wytresowany;
Jak będzie chciał, to przyjdzie,
Pies potulnie przychodzi,
Nawet ogonem pomerdał;
„Zrób coś, w końcu, z tym szumem”,
W te słowa się odezwał –
Zaraz, zaraz, Wigilia
Dwa dni temu minęła,
Dwie godziny słuchałem,
Co miał do powiedzenia -
A? – Jeszcze nie wytrzeźwiałem?
To dopiero dylemat,
A jak z psem będę gadał
Przez następne tygodnie?
Uznają mnie za głupka –
I to nawet – niechybnie,
A jam przy zdrowych zmysłach,
Pies tylko szumi mi w głowie;
Najlepiej będę milczał –
Wtedy nikt się nie dowie,
Nawet słowem nie pisnę,
Że znowu szumi mi w uszach,
Czyście kiedy słyszeli,
By komuś w głowie szumiało?
Białe myszki, delirka?
Do tego nie doszedłem -
No, tak też sobie myślałem;
Widać wypiłem za mało…

Autor: Jakub Ładosz
26.12.2014

*1098a. Muzykalność II

Temat muzyczno-wokalny
Tak jakoś przyszedł do głowy –
Cóż – jestem muzykalny,
Słoń mi na ucho nadepnął -
Przynajmniej – do połowy,
Do szkoły muzycznej chodziłem.
W chórze nawet śpiewałem,
W „Pastorałkach” grywałem,
Gałczyński wierszyk napisał;
„Toast na Saskiej Kępie”,
A ja w pieluchę sikałem,
Mogę mówić o szczęściu;
Do szkoły uczęszczałem,
Nie do jednej – do sześciu,
A studia? Trochę się studiowało,
Tak, jakoś mimochodem,
Nawet dyplom mi dali
I wcale nie pod stołem,
Ładny, elegancki
I w skórę oprawiony,
I co? I jak zwykle;
Robiłem to, co chciałem;
Trochę projektowałem,
Warszawę budowałem,
Nawet się rozmnorzyłem,
A potem? Tylko jeździłem;
Po Polsce i po Świecie –
I sporo zobaczyłem,
Efekty publikuję,
A czas tak szybko leci;
Od roku wiersze piszę –
Można powiedzieć – klecę,
Dzięki nim Was poznałem,
Naprawdę to sobie cenię,
Wulgaryzmy piętnuję,
Język polski – kocham,
Z listy znajomych – wulgarnych
Automatycznie wykreślam -
I – chyba – już się nie zmienię,
Jeśli Ci więc zależy
Na mojej skromnej przyjaźni,
Zamiast wulgaryzmów –
(Język polski – bogaty) -
Używaj – wyobraźni.

Autor: Jakub Ładosz
26.12.2014

*1097a. Amorość V

Amor i Eros do społu
Rady jakoś nie dali,
Rzekła: „Nie będę dawać”,
Żebyście nawet płakali,
Żebyście nawet wzywali
Wszystkich świętych do społu,
Tak się jakoś zaparła,
Szkoda Waszego mozołu,
Amor się nawet załamał;
Trzy dni uparcie tłumaczył,
Że szkoda jej urody,
Że młodość trwa tak krótko,
A potem tylko schody,
Eros próbował forteli,
W końcu zrezygnował,
Mało go diabli nie wzięli,
Amora poszedł ratować -
Wkroczyłem na arenę,
Armaty mi nie grzmiały;
Wczoraj spotkałem Wenę,
Lecz wtrącać się nie chciała –
Podjąłem jednak ryzyko
I tak się odezwałem;
”Ależ, Kochanie, masz rację,
Nie dawaj, bo się zmydli,
Oszczędzaj na stare lata,
Może amator się znajdzie,
Gdy latek Ci przybędzie?
Poczekasz do końca Świata?”
Poszła po rozum do głowy
I dzisiaj chetnie daje,
Nie chce być psem ogrodnika,
Woli używać życia,
Zanim starość zapuka
Skostniałymi palcami,
Póki jest na nią popyt,
Dopóki ktoś jej szuka,
Dopóki ktoś ją miłuje,
Dopóki ktoś ją kocha,
Zmieniła się z dnia na dzień;
Rzec można – diametralnie,
Już nie myśli o fochach,
Jest jakaś bardziej otwarta,
Uśmiecha się znacznie częściej,
Rzekłbym nawet – figlarnie,
Nawet zna się na żartach,
Do łóżka pędzi w podskokach,
A uśmiech ma prześliczny,
Twarz jej rozaniela,
Po prostu – anioł bezskrzydły,
Niestety, nie masz szans;
Nie możesz się przekonać,
Lecz uwierz mi na słowo -
Ma we mnie przyjaciela,
Nie tylko – przyjaciela,
Lecz tu zasłona opada,
A za zasłonę nie wchodź;
Nie jesteś zaproszony -
Zwyczajnie – nie wypada…

Autor: Jakub Ładosz
26.12.2014

*1096a. Świętość

Fajne Święta w sumie miałem;
Kilka wierszy napisałem –
Raz – tworzyłem erotyki,
Dwa – łyknąłem polityki,
Trzy – kolędy wysłuchałem,
Sam nie śpiewam, bo pies wyje,
A do trzech też zliczyć umie;
To owczarek szkocki jest,
Nie jest skąpy, ma ten gest
I bezpłatnie też da głos,
Trochę jadłem, trochę piłem,
Nawet pasa popuściłem;
Jedną dziurkę, to niewiele –
Dziurkę? Zmilczę, przyjaciele,
Dziurka? Zawsze wdzięczny temat,
Dziurka tu, i dziurka tam,
Same dziurki wokół mam,
Jak się czepią dziurki mnie,
Zawsze piszę to, co chcę,
Zaraz mi się obrazicie;
Takie życie, takie życie,
Więc o dziurkach cicho sza,
Każda przecież dziurkę ma,
Czasem dwie, na przykład w nosie,
O tych innych, atrakcyjnych
Powiem we właściwym czasie,
Na swym blogu, dla dorosłych,
A dla dzieci też napiszę,
Jakiś miły wierszyk, właśnie,
W ramach Święta odśnieżałem,
Żeby nas nie zasypało,
Bo wyjechać jutro chciałem,
Ale śniegu jeszcze mało,
Synek także mi pomagał,
Z dziesięć razy machnął szuflą,
Z mrozem, śniegiem tak się zmagał,
Że pomarzły mu paluszki,
Przyszedł do dom, psa zawołał,
Poszli płakać – do poduszki,
Leser z tego synka rośnie;
Śnieg? Niech leży, się roztopi,
On już czeka na przedwiośnie,
Takie ładne ma widoki,
Znowu tutaj mi narzeka,
Że bez sensu było sprzątać,
Coś pod nosem sobie gada,
A śnieg pada, pada, pada.

Autor: Jakub Ładosz
26.12.2014

Pbc *1095a. Zmyślność

Tym razem w Migdalence
W doborowej obsadzie,
Sukinsyn Arłakawicz
Odezwał się na radzie;
„Szanowni prafesorowie,
Daktorzy i konowały” –
Bo Wersal tam panuje,
Po innych manisterstwach
Kiedyś sobie siedziały
I pewnie siedzą – chamy –
Przepraszam, kontynuuję,
Bo przecież sam manister
Dalej perroruje:
„Tych chorób nie leczymy,
Bo nikt z mojej rodziny
Na tę wredną chorobę
Akurat nie choruje,
A koszty są zbyt duże,
Nie zawracajcie głowy –
Zostawcie wszystko Naturze,
Czy katar możecie leczyć?
Możecie – poudawać;
Leczony, nie leczony
I tak potrwa siedem dni,
I sukces ogłosicie,
Będzie przyjemnie mi,
Pomodlić się możecie,
Na pewno ksiądz się ucieszy,
Jak umarłemu kadzidło
Pomoże na tym Świecie,
Róbcie, co wam się chce,
Dla szarego pacjenta
Pieniędzy nie otrzymacie,
NFZ trza utrzymać –
Niejeden przecież koleś
W NFZ się obija
Na potężnym etacie,
A skąd na to pieniądze?
Miło, że pytacie –
Ukradliśmy szpitulom,
A, jeszcze pielęgniarkom,
Lekarzom się nie udało,
I macie tak, jak macie,
A gdyby ktoś zachorował
Na to wredne choróbsko
Z waszej najbliższej rodziny?
Nie martwcie się – w ramach
Badań klinicznych na pewno
Ciupasem go wyleczymy,
Za drogo to kosztuje?
Niepewne są wyniki?
Niech was głowa nie boli;
Mamy prywatne kliniki –
Kolesie załozyli,
Dawno by splajtowali -
Ustawę wydaliśmy;
NFZ finansuje
Dziesiątki takich klinik,
Jasne, z państwowych pieniędzy
Odebranych szpitulom
I taki eksperyment
Czasem przynosi wyniki,
Że co? Niezgodne z prawem?
Że to przecież korupcja?
Ja mam się tym przejmować?
Nikt się tym nie przejmuje –
No, może Konstytucja,
Że CBA się tym zajmie?
Nie martwcie się, panowie,
Włos wam z głowy nie spadnie,
Tam też są kolesiowie
I sprawę zatuszują,
Że mogą aresztować?
Niech no tylko spróbują!
A to stado baranów
Znów na nas zagłosuje,
Pójdzie do d-urny stadnie,
Nie ma innego wyboru;
Tam banda oszołomów
Od lat dziury szuka w całym,
A tu banda kolesiów
Dobrze poustawianych,
Między młot i kowadło
Wyborca wmanewrowany”,
Długo tak jeszcze manister
Kratynom perrorował,
Obrady utajniono,
A przeciek, jak to przeciek
Choć dziennikarzy nie było,
Bariery wszystkie pokonał,
Arłakawicza znacie?
Macie zastrzeżenia?
A w Migdalence byliście?
A może w manisterstwie?
To tylko literówki?
Nie wierzcie, bo sprawdzałem,
To żadne głupie błędy;
Specjalnie tak pisałem,
Żebyście nie wiedzieli
Do kogo pretensję miałem
I mam do tej pory;
Niedługo są wybory -
Innych zmartwień nie macie?
Obyście zdrowi byli,
Szczerze Wam tego życzę -
Oj, chyba się czepiacie…

Dla jasności:

Arłakawicz – nazwisko, jak każde inne,
prawdopodobnie – fikcyjne

CBA – Centralna Banda Arogantów

NFZ – Naczelna Fasada Zadymiarzy

Szpitul – śpiących utula, przykrótka
kołdra i koszula

Prafesor – stary Fesor

Daktor – uczony konował

Konował – niedouczony daktor

Manisterstwo – Sterstwo Mani

Pielęgniarka – szlachetny zawód

Lekarze – wielu z powołania, niektórzy dla szmalu (nie wiem, czy nie odwrotnie)

Kratyn – w znaczeniu lewy cwaniak (prawi nie występują)

Po resztę informacji pisz do mnie na Berdyczów.

Wszelkie podobieństwo do osób urzędowych – zamierzone przypadkowo.

Autor nie bierze odpowiedzialności za autora poza przypadkami beznadziej – nymi.

W razie wątpliwości odsyłam do Komediopisarzy lub fraszek erotycznych tegożże autora na blogu.

W razie niestrawności – czytaj wiersz partiami (najlepiej podziel na pięć części lekkostrawnych – jeżeli dalej niestrawny – nie czytaj – przypadek beznadziejny).

Autor: Jakub Ładosz
26.12.2014

*1094a. Oddawalność

Kiedy tylko się oddajesz,
Słyszę jakby fanfary,
Lubię Cię wychędożyć;
Jeszczem nie taki stary.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1094b. Oddawalność I

Oddajesz mi się czasami;
Coraz rzadziej z latami,
Nie lubisz, nie potrzebujesz?
A może źle się czujesz?
Może o moje zdrowie
Martwisz się po nocach?
Jeszczem nie taki stary;
Chętnie Cię wyłomotam.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1094c. Oddawalność II

Oddajesz mi się z latami
Chętnie, coraz chętniej,
Namiętnie, coraz namiętniej,
Jeżeli dalej tak pójdzie,
Może być, że mi zmięknie
I co ja wtedy zrobię?
Chyba znajdę sposób,
Aby dogodzic Tobie?

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

K*1094d. Oddawalność III

Oddajesz się tak chętnie,
Jakbyś była młódką,
Muszę czasem odpocząć;
Niech Ci nie będzie smutno.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

K *1094e. Oddawalność IV

Oddawaj mi się częściej,
Przecież Ci się nie zmydli?
Bądź zawsze uśmiechnięta,
Bezwstydna, romantyczna
I nie tylko od święta;
Chcę taką – zapamiętać.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

Pbc *1093a. Przekonywalność

Przekonać mnie chce rodzina,
Że dziki Wschód nam zagraża,
A ja Wam mówię po raz n-ty,
Zachodu się obawiam,
Popatrzcie tylko chłodnym okiem,
Co Zachód dla nas robi?
Daje pieniądze, zakrzykniecie,
A na co? Jasne – na drogi,
Wiecie, gdzie Zachód inwestuje?
Na byłych ziemiach wschodnich,
Cieszycie się? Oj, bo zwariuję;
Na naszych ziemiach zachodnich,
No, jeszcze na północnych,
A, prawda, także w opolskiem,
W bydgoskiem? Niemców od groma,
Na scianie wschodniej? – Ni du, du,
Polacy, oczekujcie
Na ścianie wschodniej – cudu,
150 miliardów
Unia nam obiecuje,
Na co? Może na przemysł?
Na nowe miejsca pracy?
Może poprawę lecznictwa?
A skądże, mowy nie ma,
Na infrastrukturę,
Na nowe więzienia,
Abyście nie brykali -
Ocknijcie się, Rodacy,
Ile razy w historii
Byliśmy zaślepieni?
Ile razy w historii
Nasi daleko ginęli?
Za waszą wolność i naszą,
Ktoś ginął, przypadkiem, za naszą?
Jeżeli, to jednostki,
Z historii wszyscy je znacie;
Rosjanie, Francuzi, Amerykanie –
Setki się doliczycie?
A naszych, ilu zginęło
Na frontach Drugiej Światowej?
Tysiące, setki tysięcy?
Kto dzisiaj nam to powie?
Nasi oddali życie,
Nie tylko swoje guziki,
A jak nam byli wdzięczni?
Na przykład – tacy Anglicy?
Historia o tym milczy?
Na paradzie w Londynie
Nasi defilowali?
Chyba żartujecie?
Zaproszeń od króla nie mieli?
Nie, ale za to w Berlinie
Zwycięstwo świętowali,
Lepiej nas byli wrogowie
W tym względzie uszanowali,
Do dziś niektórym to nie w smak,
Być może, że się mylę,
Cóż, pamięć mnie zawodzi,
Mamy „Czterech pancernych”;
Ci o tym pamiętali;
Tiergarten, Reichstag,
Bramę Brandenburską…
Czyżbyście zapomnieli,
Jak nas po Drugiej Wojnie
Alianci potraktowali?
Historia ma to do siebie,
Że słabego nie uczy,
A myśmy się ochoczo
Sami rozbroili,
Przemysł zlikwidowali,
A? Mamy F-16?
I co z nimi zrobimy?
A? Teraz przezbroimy?
Mamy czterdzieści rakiet
Najwyższej generacji,
Do czego będziemy strzelać?
Może do demokracji?
Ileśmy zapłacili
Za te czterdzieści pocisków?
A kto je wyprodukował?
Czy mówi Wam to wszystko?
Nasz przemysł zbrojeniowy?
To zakrawa na żarty,
Popatrzcie na Ukrainę;
Kogo to obchodzi,
Ilu ludzi tam ginie?
Kilku naszych kratynów
Na Majdan nawet jeździło,
Banderowców poparli,
Ach, jakże było miło,
A Wołyń pamiętali?
Cóż, marne sto tysięcy
Polaków wymordowali,
O Katyniu wiesz więcej,
„Tylko” piętnaście tysięcy,
Brudna ta polityka,
Brudni ci nasi chłoptasie,
Co dla poklasku Stanów,
Dla brudnych interesów,
Zapomną o Rodakach,
Zapomną o Racji Stanu,
Słuchacie oszołomów,
Miast przyjrzeć się z dystansu
Gdzie macie własny rozum?
Oni pierwsi się zwiną
Tak, jak w trzydziestym dziewiątym,
Obywatelstwo podwójne,
Dzieci na Zachodzie,
Wiadomo, że nie wszyscy,
Ale sporo wyjedzie,
Będą krzyczeli z daleka
Tak, jak w czterdziestym czwartym,
A powstańcom pomogli?
Nie, bo nie było warto;
Przeliczyli koszty
I zostawili – czartu,
Czyście ostatnio słyszeli
O nowych zakładach pracy,
Poprawie służby zdrowia,
Czy raczej ograniczeniach?
Bądźcie zdrowi, Rodacy,
Bo na tym polu przecież
Od lat nic się nie zmienia
(Myślę o zmianach na lepsze,
Nie o utrudnieniach
W dostępie do lekarza) –
Szanowny Prezydencie,
Zaprzecz, jeśli masz czelność,
Jesteś historykiem
(Jakim, to się okaże,
Chętnie Ci dyplom wystawię);
Liczę na Twoją rzetelność,
Czy widzę jakieś wyjście?
Powiem szczerze – nie widzę,
Czy czeka nas zmiana granic?
Cóż, jestem czarnowidzem,
Myślicie, że będzie mi miło
Wołać za parę latek;
Rodacy, a nie mówiłem?
Do kożucha ten kwiatek.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

Pbc *1092a. Dyskusyjność I

Wczoraj dyskusję miałem,
Tuż, zaraz po północy,
Jak ja się wykręcałem,
A tu znikąd pomocy,
Pies spojrzał mi w oczy
I w te odezwał się słowa;
„Pewnie już nie pamiętasz,
Że czeka Cię rozmowa?”
Podkreślił, że z dużej litery
To „Cię” ma być napisane,
Mój pies jest kulturalny
I dobrze wychowany,
No i tu się zaczęło –
Litania była długa,
Tyle pretensji zgłosił,
Do tego miał sporo uwag;
Że karma jest nie taka –
Że często bywa za sucha,
Że woda za rzadko zmieniana,
A na spacerach – plucha,
Że spacery za krótkie,
Dwie obroże, a po co?
Tej przciwpchelnej nie lubi,
Szczególnie drażni go nocą,
Pachnie nienadzwyczajnie,
Przeszkadza śnić o sąsiadkach,
A właśnie na trzecim piętrze
Suczka mieszka powabna,
Mało powabna – gładka,
Mieszanka dalmatyńczyka
I chyba owczarka szkockiego,
A mój jest pies na suczki,
I ma tak od małego,
Oj, tych zastrzeżeń do karmy
Przedstawił listę całą,
Że karma jednostajna,
A on by chciał kakao,
Przynajmniej co niedzielę,
Oj, gadał coś z pół nocy,
A pretensji miał wiele;
Że z piłką za mało zabawy,
Gdzie jego przyjaciele?;
Dawniej mecz żeśmy grali –
Pies bronił wtedy bramki,
A myśmy, z synem – strzelali,
A dzisiaj jednostajnie
Tylko za piłką gania;
Rzucę mu, to przynosi –
Zachęca do rzucania,
Wolałby jakiś patyk,
Przyniesie i się drażni,
Że patyka nie odda,
Powarczy, ale – przyjaźnie,
Coś wtrącił o polityce,
Ale już byłem śpiący,
A może tylko śniłem?
Chyba muszę napisać
Do odpowiednich władz,
By stanowczo skróciły
Gadania zwierząt czas,
Zwłaszcza, że sporo wypiłem,
Pióro wypadło mi z ręki;
Nie wszystko zapisałem,
A może tylko śniłem,
Ze z pieskiem pogadałem?

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

Pbc *1092b. Dyskusyjność II

W zasadzie, to mi głupio,
Coraz trudniej w Wigilię
Pogadać z koniem lub krową,
Coraz rzadziej się możesz
Delektować ich mową,
Teraz inne bydełko
Wychodzi na ulicę,
Niestety ich łacinę
Nie tylko w Wigilię słyszę,
Człowiek, jak zwykle spaprał
Szlachetne zarządzenie,
Że tylko raz do roku
Bydełko się odzywa
I to wtedy, gdy ludzie
Mają inne zajęcie,
Prócz tego prawdziwe bydło
Łaciny nie używa,
Furmańską się posługuje
Tylko bydełko ludzkie,
A mnie to nie pasuje,
Co prawda bydło się chwali,
Że w wolnym kraju żyje,
Pojęcie poczucia wolności
Spadło na łeb, na szyję,
Wracając jednak do konia,
Koń, jaki jest każdy widzi,
Pod jednym wszakże warunkiem,
Że do stadniny jeździ;
Dziś w każdym gospodarstwie
Miast konia traktor stoi,
Miast stajni mamy garaż
I nic się nie poradzi,
Biedne te nasze dzieci –
Szczególnie – te miastowe
Nie umieją odróżnić
Często konia od krowy;
Dobrze, gdy jeszcze wiedzą,
Gdzie koń lub krowa ma głowę,
I to, i to jest duże,
Ma cztery nogi, kopyta –
„Przepraszam, czy jesteś krową?”
Niejedno dziecko zapyta,
Co prawda – koń nie ma rogów,
Lecz rogi łatwo przeoczyć,
Choć krowa ma przeogromne
I marzycielskie oczy,
Coraz mniej naszych dzieci
Spędza wakacje na wsi,
A nawet jeśli, to wujek
Woli traktor od Baśki
(Tak kiedyś pieszczotliwie
Nazywał każdego konia,
Podobnie, jak w poznańskiem
Wołali Magda na krowę),
Baśki i inne Magdy
Niech się nie obrazają;
To był wyraz czułości;
Śliczne imiona mają,
A wracając do krowy,
Czy też innego konia
Brakuje mi tych rozmów
Prowadzonych w Wigilię,
Aż do białego rana,
Zdziwiony tylko widziałem
Zwlekając się z pościeli;
Na stole flaszka stała;
Rękę bym dał uciąć,
Że w nocy opustoszała,
Wieczorem była pełna,
Tak jakoś, jakby zmalała,
A w głowie tabun koni
Cwałuje w tę i z powrotem,
Łeb pęka, suszy, jak diabli,
Ciekawe, co będzie potem?
Dobrze, że mamy wolne
I to przez całe dwa dni;
Dojdę powoli do siebie,
A w następną Wigilię
Rozmowę przerowadzę
Bez żadnej flaszki na stole,
Co roku tak obiecuję,
A ta złośliwie stoi,
Nieraz ją w złości stłukłem,
Lecz ona jest odporna;
Drugą w swe miejsce podstawia –
Nikogo się nie boi,
Naraża mnie na straty,
Na niepotrzebne wydatki,
A do tego jest cwana;
Mimo moich zarzekań,
Trafić na stół – potrafi,
Wieczorem była pełna,
W nocy – opustoszała;
Znów mamy „cud nad Wisłą,”
Bożonarodzeniowy,
Choć flaszka była mała,
Wyglądała niewinnie,
A tak mnie sponiewierała
I w rezultacie nie wiem –
Gadałem z koniem, z krową?
Czy tylko mi się śniło?
Świat widzę na różowo…

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

Pbc *1091a. Amorość

Północ to świetna pora –
Dla Amora.

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

*1091b. Amorość I

Wybiła północ,
Straszna pora,
Ale nie dla Amora.

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

*1091c. Amorość II

Wybiła północ,
Wylazły strzygi i upiory;
Straszna pora,
Ale nie dla Amora.

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

*1091d. Amorość III

Wybiła północ,
Wszystko zamarło;
Wylazły strzygi i upiory,
Wilkołaki, wampiry,
Straszydła i latawice -
Niezbyt przyjazna pora,
Ale nie dla Amora,
Choć pewien wcale nie jestem,
Hołoty – nie popieram.

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

*1091e. Amorość IV

Północ – najlepsza pora –
Dla Amora.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1097a. Amorość V

Amor i Eros do społu
Rady jakoś nie dali,
Rzekła: „Nie będę dawać”,
Żebyście nawet płakali,
Żebyście nawet wzywali
Wszystkich świętych do społu,
Tak się jakoś zaparła,
Szkoda Waszego mozołu,
Amor się nawet załamał,
Eros próbował forteli,
W końcu zrezygnował,
Mało go diabli nie wzięli,
Ależ, kochanie, masz rację,
Nie dawaj, bo się zmydli,
Oszczędzaj na stare lata,
Może amator się znajdzie?
Poczekasz do końca Świata?
Poszła po rozum do głowy
I dzisiaj już chetnie daje,
Nie chce być psem ogrodnika,
Woli używać zycia,
Zanim starość zapuka,
Póki jest na nią popyt,
Dopóki ktoś jej szuka,
Dopóki ktoś ją miłuje,
Dopóki ktoś ją kocha,
Zmieniła się z dnia na dzień;
Już nie myśli o fochach,
Jest jakaś bardziej otwarta,
Uśmiecha się znacznie częściej,
Nawet zna się na żartach,
A uśmiech ma prześliczny,
Buzię jej rozaniela,
Po prostu – anioł bezskrzydły,
Ma we mnie przyjaciela,
Nie tylko przyjaciela,
Lecz tu zasłona opada,
A za zasłonę nie wchodź;
Zwyczajnie – nie wypada…

Autor: Jakub Ładosz
26.12.2014

*1090a. Razość I

O północy mi raz dała,
Więcej – za nic – nie chciała.

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

*1090b. Razość II

O północy mi raz dała,
Więcej – za nic – nie chciała,
Tak prosiłem – daj dwa razy,
Co Ci szkodzi, bez obrazy?
Raz, to tylko spróbowałem –
Rozsmakować w tym się chciałem,
Drugi raz, to insza sztuka,
Człowiek wie już, czego szuka,
Wie, jak zagrać na tej strunie,
Co wysokie Cis podsunie,
Wie, jak lira nastrojona,
A Ty nie chcesz się przekonać?
„Daj mi spokój, jam zmęczona,”
A im dalej od ołtarza,
Coraz rzadziej mi się zdarza
Bym dwa razy po północy
Coś otrzymał jednej nocy,
Czasem mi się jednak uda,
Gdy do śpiącej się dobiorę,
Zdarzają się takie cuda,
Zwłaszcza kiedy śpi nad ranem
I przeciąga się zdziwiona;
Lubię, gdy jest napełniona
I przeciąga się lubieżnie,
Też to lubi, chociaż żona,
Rano sobie podśpiewuje,
Jakaś jest rozanielona,
Wzrokiem tylko daje znaki,
Że wieczorem dać gotowa
I tak długie, długie lata
Trwa ta gierka podjazdowa;
Niby nie chce, jest zmęczona,
Jednak dobrze dopieszczona
Rano ma błyszczące oczy,
Widać, że zaspokojona.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1090c. Razość III

O północy mi raz dała,
Amorem zachwycona,
Więcej – za nic – nie chciała;
Rozum odzyskała.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1090d. Razość IV

O północy mi raz dała,
Amorem zauroczona
Więcej – za nic – nie chciała.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1090e. Razość V

O północy mi raz dała,
Przez Amora otumaniona,
Więcej – za nic – nie chciała;
Łut rozumu znalazła.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

*1090f. Razość VI

Zwróciłem się do Amora,
By dziewczynę otumanił,
By na tacy mi ją podał,
Mogę na nim polegać;
O północy mi raz dała,
Amor chwacko się spisał -
Więcej – za nic – nie chciała.

Autor: Jakub Ładosz
25.12.2014

Pbc *1089a. Psia kość

Nim wziąłem psa na Wigilię,
Jak zwykle, do Nałęczowa
Przeprowadziłem szkolenie;
Dość długo trwała rozmowa;
Jak dziecko go prosiłem,
Aby się nie wygłupiał,
Aby przypadkiem jęzorem
O północy nie chlapał,
Co myśli o człowieku?
Co mu się nie podoba?
Zwłaszcza, że nawet go lubi
Sympatyczna teściowa,
Mamusia mojej żony,
Piszę dla formalności,
Możeście w koligacje
Niezbyt wtajemniczeni,
Pies pomerdał ogonem,
Zrobił głupią minę,
W sumie nic nie obiecał
I tak mnie wpuścił w maliny,
Całą Wigilię się czułem
Tak, jakbym siedział na szpilkach,
Co będzie o północy?
A jak mi piesek powie:
„Nic Ci nie obiecałem”?
Wygarnie coś mojej żonie,
Córeczce, albo synkowi?
I znowu okrągły roczek
Ze mną będzie wychodził?
Bo nikt się nie poczuje,
By wyjść na spacer z pyskaczem,
Chyba go zamknę w piwnicy,
Nie może być inaczej,
Lepiej niech nie rozrabia,
Do dziś mam na pieńku z sąsiadką,
Rok temu coś jej powiedział,
A sąsiadkę mam gładką,
Ale, niestety, ma kota
I to na punkcie kota,
Być może jej powiedział,
Że jej kot to idiota,
Bo myszy nigdy nie łapał
Sąsiadka się obraziła,
Kot nawet mnie podrapał,
Afera na całą klatkę,
I po co jęzorem chlapał?
I tak – w każdą Wigilię -
Nerwowo gryzę palce,
Kogo jeszcze obrazi
Po miłej – skąd inąd – sąsiadce?
A piesek beztrosko chodzi,
Pomerda czasem ogonem,
Jakby mówił: „Nie szkodzi.
Dziś komu innemu wygarnę”,
Północ właśnie nadchodzi,
Włos mi się jeży na głowie,
Dwanaście uderzeń zegara;
Zaraz piesek coś powie;
Teściów i dzieci wysłałem
Przezornie na „Pasterkę”,
Nie będzie miał pies z kim gadać,
A jeśli wpadnie w rozterkę?
Ma jedną szansę w roku,
By ludzkim głosem pogadać,
A tu nikt go nie słucha,
Nie ma nawet sąsiada,
Postawcie się na miejscu
Mojego miłego pieska,
Spróbujcie się odzywać
Tylko jeden raz w roku,
Pieska Wasza niebieska.

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

-B*1088a. Naiwność

Dobrze mają w naszym kraju
Głównie ci, co się nakradli,
Co sięgnęli po państwowe,
Lub prowizję otrzymali,
Za to, że państwowe mienie
Za grosze sprzedali,
Także ci, co pozwalniali
Wszystkie firmy zagraniczne
Od płacenia tu podatków
I nic za to nie dostali?
Nie – bo byli zbyt uczciwi;
Jedzie mi tu może tramwaj?
Ludzie! Kto tu jest naiwny?

Autor: Jakub Ładosz
24.12.2014

Moja Bruksela (nie tylko moja, ale przeze mnie opisana)

Moja Bruksela
Od czego zacząć Brukselę?
Może Ringu, Parlamentu,
Pałacu Królewskiego?
A może Was rozweselę;
Zacznę od Rynku Wielkiego;
Wcale nie oryginalnie –
Od najpiękniejszego
Rynku europejskiego;
Wchodzisz – stajesz oniemiały –
Na czym oko zatrzymać;
Przed Tobą Ratusz wspaniały,
Do tego w stylu gotyckim,
Ale jaka perełka
Tak lekki, jak z marcepanu,
A obok Domy Cechowe –
I wszystkie – barokowe,
Dwadzieścia cztery godziny
Francuzi ostrzeliwali,
Obrócili w perzynę
Prawie że cały Rynek,
Bruksela była bogata,
Na miejscu gruzów powstały
Śliczne budynki cechowe,
Jakby z najlepszej cukierni –
Zupełnie, jak wypiekane,
Tak wspaniale zdobione,
Tak lekkie, filigranowe;
Pierwszy od lewej strony,
Ze świętym Mikołajem
Przez Cech Złotników stawiony,
Drugi przez Cech Szkutników,
Aż do Cechu Piekarzy
Z popiersiem Karola V
Władcą Niderlandów,
Świętego Cesarstwa Rzymskiego,
Królestwa Hiszpańskiego,
W Mechelen chowanego,
Jest na czym oko zatrzymać,
Jest czym oko radować,
Obok – w Domu Królewskim
Ubranka Maneken Pisa;
To jeden z symbolów Brukseli,
Czterysta lat już siusia,
A otrzymane ubranka
Zmienia każdej niedzieli,
Bruksela także słynie
Z przepięknych dywanów kwiatowych
Na Rynku rozkładanych,
Co roku inny projekt
Cieszy oczy zebranych,
Po lewej stronie Ratusza
Jeszcze trzy Domy Cechowe;
Pod świętym Jerzym siedziba
Cechu Browarników;
Dziś jest tam małe muzeum
I piwo ważą własne –
W cenie biletu kufel
Złocistego piwa
Każdy turysta dostanie,
Wieczorem Światło i Dźwięk
Wspaniałe widowisko –
Niestety – coraz rzadziej,
Jeszcze mi brzmi do dzisiaj
Genialne „Jezioro Łabędzie”,
Zmienione na Vangelisa
„Odkrycie Raju 1492”,
No, cóż – zmiany są wszędzie,
Zawsze, gdy wracam z Paryża
Zajeżdżam do Brukseli,
By jak najwięcej turystów
Mogło powiedzieć: „widzielim!”
Stolica Belgii – Bruksela,
A z czego Belgia słynie?
Przede wszystkim z browarów;
Złocisty napój w nich płynie;
Ma ich Belgia aż dwieście,
A piwo wyśmienite –
Najbardziej znane w Leuven;
Stella Artois – na sławę
Zasłużyło, choć każde
Belgijskie piwo aromat
I smak niezapomniany
W swej złocistości ma,
A – byłbym zapomniał;
Jest białe i wiśniowe,
Ale to ciekawostki –
Ja wolę – podstawowe,
Jasne, nie kolorowe -
Do tego – dobrze schłodzone,
Choć każde piwo belgijskie
Jednak coś w sobie ma,
Panie lubią koronki,
Panowie tak, jak dzieci
Smaczne czekoladki,
I jeszcze owoce morza,
I siusiająca Janeke –
Siostrzyczka Maneken Pisa,
I restauracje rybne,
Bruksela swój urok ma,
To tylko zwiastun Brukseli,
Abyście oskomy nabrali.
cdn.

Autor: Jakub Ładosz
21/22.09.2014

Moja Bruksela I

Miasto niby nieduże,
A w Europie sławne,
Ulice dwujęzyczne,
Czyż nie jest to zabawne?
Waloni czytają swoją –
Flamandowie – swoją,
Na jednej tabliczce – dwie nazwy,
Do tego czasami różne,
A do znajomych trafią -
I wcale się nie pomylą,
Stolica naszej Unii,
Urzędy Parlamentu
(Wiem, że sesje w Strasbourgu;
W Brukseli urzędnicy
I stosy dokumentów,
Tu sesję przygotowują
I Unię reklamują).
NATO ma swoją siedzibę,
Niby maleńkie miasto,
A językowy tygiel –
Prawdziwa Wieża Babel,
Zanim dojdziemy do Rynku,
Który już opisałem
(No, nie tak dawno – we wrześniu,
Nie pamiętacie? – Wspaniale),
Od Dworca Centralnego,
Gdzie autokar parkuje,
Przejdziemy obok pomnika
Chudego i Pulchnego,
Na koniu i osiołku –
Widzicie znajomego?
Don Kichot i Sancho Pansa,
Aż tu zwędrowali,
Czyżby w dalekiej Brukseli
Dulcynei szukali?
Nie, to tylko pamiątka
Po starej okupacji
I Niderlandach Hiszpańskich,
Nikomu nie przeszkadzają;
Zasady – tolerancji,
Tuż obok kompozytor
Zastygł podczas przechadzki,
Aż z Budapesztu tu trafił;
To Bela Bartok chwacki,
A niżej fontanna z burmistrzem,
Kogoś mi przypomina;
Hiszpańskie wielkie wąsiska
I pewna siebie mina,
Jak ulał Salvador Dali,
Oj, wcale się nie upieram,
Tak mi się tylko skojarzył,
Jeszcze rzucimy okiem;
Galeria św. Huberta
Elegancją świecąca,
A teraz w lewo uliczką -,
Katedrę sobie zwiedzimy,
Gotycką, szesnastowieczną,
Widać francuskie wpływy,
Katedra św. Michała,
A oprócz tego Guduli,
Ta – bliżej mi nieznana,
Typowe ścięte wieże,
Hełmami niezakończone,
Ciekawe nawet witraże,
Niedawno odnowione
Autor: Jakub Ładosz
15.12.2014

Moja Bruksela II

Bruksela jest podzielona
Na Dolne i Górne miasto;
W Dolnym mieszkali kupcy,
A w Górnym wielcy państwo,
Skoczymy do Górnego,
Pałac królewski zobaczyć,
Przed nim Park z teatrem,
Dokoła ministerstwa,
Unijne instytucje i ambasady,
Z boku pałacu kościół,
A przed nim pomnik konny
Krzyżowca lotaryńskiego
Gotfryda de Bouillon,
Obrońcy Grobu Świetego,
Króla Jerozolimy
Z wieku jedenastego -
Tylko nań okiem rzucimy,
Bo czeka na nas Muzeum
Królewskie, które zwiedzimy,
Rubensów – zatrzęsienie –
Możesz tu zmienić zdanie
Na temat tłustych modelek;
Malował też śliczne panie,
O, jest „Upadek Ikara”
Znakomitego Bruegela,
A w części nowoczesnej
„Kuszenie Antoniego”,
No, przecież, że świętego –
Malował Salvador Dali,
Cóż, moim skromnym zdaniem
Geniusz największej skali.

Autor: Jakub Ładosz
15.12.204

Moja Bruksela III

Gdzie mamy Parlament Unii?
W Brukseli, czy w Strasbourgu?
A może w Luksemburgu?
Jedźcie, gdzie macie najbliżej;
W trzech miejscach go znajdziecie,
A jeszcze w każdym kraju
Informację mają
Tu sesje, tu komisje,
A tutaj posiedzenie,
Tłumaczy, urzędników,
Po prostu – zatrzęsienie,
Tu idealnie się sprawdza
Prawo Parkinsona,
Unia to przecież kolos,
Czy na glinianych nogach?
Budynki Parlamentu
Są jakieś takie wielkie,
Znajdują się w Górnym Mieście,
Niedaleko za Ringiem
Powstałym zwyczajem Habsburgów
Na miejscu murów obronnych,
Dwupoziomowe krzyżówki,
Nie jeździj tunelami
Zwłaszcza autokarem
Z miłymi turystami;
Belki podłoża ruchome –
Możesz rozwalić podwozie,
Cóż, nocą się zdarzało
Przejeżdżać takim tunelem;
Szybciej się przejechało
Dookoła Brukselę,
Co by tu jeszcze wspomnieć?
Płac Sprawiedliwości?
Muzeum Afrykańskie?
Wszak tam mieli włości,
Bursę lub Lelewela?
A może Karola Marksa?
Już wiem – króla Baudouina,
Który spajał Belgów,
Byli, jak jedna rodzina,
Nikt nawet dobrze nie wiedział,
Jak się podpisywał;
Znał obydwa języki;
Waloński i flamandzki,
A podpis miał nieczytelny –
Taki, jakiś wygibas,
Warto tu jeszcze wspomnieć
O Expo 56;
Symbolem model atomu
Żelaza według Bora,
Tak bardzo powiększony,
Że widać go z daleka,
A obok stadion Heysel
Na kibiców czeka.

Autor: Jakub Ładosz
15.12.2014

Moja Bruksela IV

Belgia jest taka mała,
Za to niezwykle urocza,
Zajrzyjmy jeszcze do Brugii
Miasteczka prześlicznego –
Wprost z XV wieku
Żywcem przeniesionego,
Zwanego Flamandzką Wenecją,
Ze względy na kanały
W centrum Starego Miasta,
Katedra św. Salwatora,
Gotycka, robi wrażenie
I śliczne kamieniczki,
Takie widoki cenię,
Na rynku stary skład,
Aż z XIV wieku,
Z imponującą wieżą,
Robi wrażenie, człowieku,
Na rynku pomnik stoi
Amiętnej hiszpańskiej rzezi,
Znaczy – rżnęli Hiszpanów,
A jak ich rozróżniali?
Zdanie po flamandzku
Wypowiedzieć kazali,
Kto nie potrafił – ginął,
Zawsze mnie ciekawiło;
Jak było z jąkałami?
Rynek przeogromny
I śliczne kamieniczki,
Przejdziemy na mniejszy placyk,
Gdzie przechowują ampułkę
Podobno z krwią Chrystusa
W bizantyjskiej kaplicy,
W skupieniu i w kolejce
Można wyrazić życzenie,
Dotknąć z szacunkiem ampułki
I czekać na spełnienie,
Tuż obok spory ratusz
Połączony z pałacem,
Zaułek Ślepego Osła
Prowadzący nad kanał;
Przed nami Mała Wenecja,
Uroczy zakąteczek,
Jest i Jan Nepomucen,
Na moście figura stoi,
Spacerkiem nad kanałem
Dojdziemy do Naszej Pani,
A w środku się spotkamy
Z dziełem Michała Anioła;
Śliczna Madonna z Dzieciątkiem,
Turystów z daleka przyciąga,
Wpadniemy do browaru,
Pozwolą nawet zwiedzić,
Kufelkiem poczęstują,
Można nawet posiedzieć,
Mamy dziś rejs w programie?
Wsiadamy na przystani
I przy pięknej pogodzie
Po kanałach pływamy,
Binnenhof odwiedzimy,
Cichy, spokojny zakątek,
Uliczki wąskie zwiedzimy,
Każda jest urocza,
Jak wczoraj odnowiona,
Czysto, schludnie, wesoło
Możesz się o tym przekonać.
Autor: Jakub Ładosz
15.12.2014